Za wszelką cenę (Harlan Coben) Netflix
Nie muszę chyba robić długaśnego wstępniaka o historii opowiastek Harlena Cobena na platformach streamingowych. Chyba każdy z nas lubi zagadki kryminalne, w których na końcu dostajemy szokującą prawdę. Taką, która często nie mieści się w głowie. W tym przypadku niby to jest ale nie ma zaskoczenia aż tak wielkiego. Skupiamy się na mężczyźnie (Sam Worthington), który odsiaduję wyrok za zabicie swojego syna. On nic nie pamięta, bo ma jakąś chorobę wskutek, której traci świadomość. Nie może, więc być pewnym czy nie dokonał tej zbrodni. Okazuję się rzecz jasna, że stał się ofiarą wielkiego spisku.
Nie jest to żaden spoiler, bo po co miałoby być osiem odcinków bez intrygi i czarnych charakterów. Tutaj mamy kilku kandydatów na złoczyńców. Główny bohater ma oddaną pomocnicę w postaci pani dziennikarz z rodziny. Ona jest jego najwierniejszą przyjaciółką. Robi to zapewne też z powodu życiowej pustki i chęci poszukania sensacji. Nie jestem fanem roli Sama Worthingtona, bo on tu gra bardzo podobną postać jak w każdym filmie. Twarz bez emocji, cały czas ta sama mina, chyba w ostatniej scenie serialu serwuje nam jedynie delikatny uśmiech.
Mamy kilka znanych serialowych twarzy. Nie znam ich nazwisk ale generalnie zapewne będziecie ich kojarzyć. Zagrane jest to nieźle. Fabuła jak zawsze jest mocno rozciągnięta i wyobrażam sobie, że ktoś może zgubić uwagę. My od samego początku wiemy, że nasz główny bohater nie zabił syna, bo jakby to wyglądało, że Święty Sam Worthington zatłukłby rodzonego syna? Nie będę nikomu odradzał seansu, bo tu wiele rzeczy trzyma się kupy, ale po co osiem odcinków? Lepiej by to wyszło jako film dwugodzinny. Po co tak męczyć widza? Na szczęście tym razem Netflix odpuścił sobie swoją ulubioną propagandę. Myślę, że na wieczorny seans do chipsów czy popcornu jest to oglądalna rzecz.
Ocena: 6/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz