Ojczyzna (Fatherland) Paweł Pawlikowski
Paweł Pawlikowski ma swój styl. Potwierdził to w swoim najnowszym filmie. Po raz kolejny fabularnie jesteśmy w dalekiej przeszłości oraz w wersji czarno-białej. Podobnie było w "Idzie" (2013) czy "Zimnej wojnie" (2018). Nie jestem fanem tego pierwszego filmu ale drugi wydał mi się lepszy. Zdecydowanie bardziej przystępny. Tym razem Pawlikowski odpuścił sobie udział polskich aktorów i w filmie w zasadzie opowiadającym o Niemczech zaangażował tamtejszych aktorów, na czele ze znakomitą Sandrą Huller. Niedawno mogliśmy ją zobaczyć w mocno przehajpowanym "Projekcie Hail Mary". Tam została niewykorzystana a tutaj mogła i miała co zagrać.
Historia rozgrywa się wokół wybitnego i cenionego pisarza Thomasa Manna. Podróżuję z nim niezwykle oddana córka. On jeździ po różnych placówkach kulturalnych i wygłasza intelektualne przemówienia. Ma również syna, który przebywa w innym miejscu i ich kontakt jest ograniczony. Nie będzie chyba spojlerem jak napiszę, że on popełnia samobójstwo. Reakcja na jego śmierć mocno poróżniła ojca i córkę. Ona mocno to przeżywa natomiast on przyjmuję to na chłodno. Wiadomo, że film nie odniesie kinowego sukcesu. Za mało jest komercyjny i ambitny w swoim przekazie. Ponadto ludzie teraz dostali najnowsze "Toy Story" czy ten głośny "Backrooms".
Zdania co do niego są mocno podzielone. Z jednej strony są ci urzędowi klakierzy, którzy widząc ambitny przekaz zachwycają się. Klasyczne festiwalowe kino. Ci drudzy natomiast zarzucają Pawlikowskiemu powtarzanie się i brak jakiegoś postępu artystycznego. Ja uważam, że ten film nie jest tak wybitny jak niektórzy o nim mówią ale nie jest też tak bezbarwny. Wyszedłem z tego seansu trochę jak wczoraj z "Backrooms". Ani wściekły ani zachwycony. Jak ktoś lubi takie klimaty to zachęcam.
Ocena: 7/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz