Kolory zła: Czerń (Netflix)

 




   Dwa lata temu powstał pierwszy film z tej części. Miał w tytule "Czerwień". Ponownie za kamerą Adrian Panek. Nie pamiętam go za bardzo, także nie będzie to tekst porównawczy. Jedyne co pamiętam to, że w głównej roli był Jakub Gierszał. Bardzo dobry aktor ale mam wrażenie, że wybierający słabe projekty. Jeden z tych, który cierpi na brak dobrych scenariuszy. Nie kocham tego filmu, wręcz jestem zniesmaczony. Nie jestem jakimś konserwatywnym radykałem ale uważam, że robieniu projektu na wątku molestowanie dzieci przez księdza to jest tak oklepane i żałosne, że brak słów. Do tego w tym filmie zrobiono z tego księdza winnego buca. Takiego trochę w stylu "Klera" (2018) Smażowskiego. Nawet ten Gierszał odnosił się do tego księdza arogancko. W sumie oboje byli siebie warci. 




Nasz cudowny prokurator trafia do małego miasteczka, gdzie znika mały chłopiec. Okazuję się, że wcześniej również inny przepadł. Sam koncept nie jest zły. Zamknięte miasteczko pełne kłamstw i sekretów. Niestety Panek ma ogromny problem ze zbudowaniem zainteresowania u widza. Ten film jest senny i trudno wytrzymać bez opadającej powieki. Gierszał gra swój ulubiony typ postaci czyli takiego małomównego ale wyszczekanego twardziela. On jest w tym dobry ale nie wybitny.




 Na drugim planie mamy Roberta Gonerę czy Andrzeja Chyra. Żaden z nich nie pokazuję jakiegoś wybitnego poziomu. Trudno jednak w tak sennym i bezbarwnym filmie zagrać coś wyrazistego. Podejrzewam, że film trafi wkrótce na miejsce pierwsze wśród najpopularniejszych na Netflixie, bo ludzie lubią takie kryminalne małomiasteczkowe zagadki w stylu skandynawskim. Jestem przekonany, że już widzieliście podobnego typu film setki razy, dlatego odradzam oglądanie. Lepiej iść do kina.


Ocena: 4/10

Komentarze

Popularne posty