Euforia sezon 3 odc. 8 (FINAŁ)

 





   Niedawno było pożegnanie z "The Boys", przed chwilą z "Półbratem" a teraz mocno krytykowana "Euforia". Wiadomo, że z tej trójki najlepiej prezentuję się ten drugi tytuł. Z finałem "Euforii" mam znacznie mniejszy problem niż z tym "The Boys". Tam niby sezon był przeciętny ale człowiek liczył, że w finale się odkują i będzie to epickie. Natomiast finałowy sezon "Euforii" nie opierał swojej siły na fabule. Raczej pojedyncze aktorskie występy były powalające. Mowa tu o Sydney Sweeney jako Cassie, Zendayi jako Rue czy wcielającym się w rolę Alamo Browna brytyjskim aktorze Adewale Akinnuoye-Agbaje. 




Finał jednak należy do Aliego (Colman Domingo). Gość na koniec robi rozpierduchę godną Johna Rambo. Wszystko to w imię zemsty. Bardzo mało jest Sydney Sweeney. Ostatecznie jej postać nie odegrała jakiejś szczególnej roli w scenariuszu. Była ozdobnikiem by przyciągnąć uwagę ludzi takich jak ja. Mowa tu o jednostkach, które nie są fanami tej serii ale lubią takie błyskotki na ekranie. Rozumiem tych, którzy to krytykują, jak i tych wychwalających. Osobiście należę do tej drugiej grupy, bo uwielbiam dosadną satyrę i gdy aktor wyśmiewa swój wizerunek i stereotypy go dotyczące. Wyobrażam sobie ludzi mówiących po tym finale, że Levinson podjął odważną decyzję uśmiercając jedną z najważniejszych postaci ale z drugiej strony czy ona swoim postępowaniem sama się o to nie prosiła? W tym odcinku dużo było biblijnych nawiązan i gadania o Bogu. Nie wiem czy to był dobry pomysł. Z jednej strony epatująca nagością Sydney Sweeney a z drugiej jakieś duchowe pierdy. Do tego wygłaszane przez aktora homoseksualnego, który zapewne gardzi kościołem i wszystkimi księgami o wartościach. Odcinek trwa półtorej godziny. Osobiście znaczenie bardziej podobała mi się jego druga połowa, bo początek to był taki galop byleby się tylko wyrobić. Przez to miałem problem by się w niego wgryźć i zaangażować. 




 Czytałem wypowiedź reżysera Sama Levinsona, który powiedział, że rozważał wycięcie wszystkich nagich scen Sydney Sweeney. Ona rzecz jasna na to się nie zgodziła. Myślę, że gdyby tych scen nie było to oddani fani "Euforii" znacznie lepiej odebraliby całość, bo uznaliby ją za bardziej ambitną, a tak Levinson został oskarżony, że szuka taniej sensacji i idzie w takie popcornowe klimaty. Przez dłuższy czas sezonu bawiłem się naprawdę nieźle ale nie kupuję tej ambitniejszej warstwy. Dla mnie jest ona płytka i infantylna.




Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty