Dzień objawienia (Steven Spielberg)

 




   Zawsze w kontekście najnowszych filmów wielkich ale i nieco zapomnianych reżyserów wspominam słowa Quentina Tarantino. On stwierdził, że twórca nie powinien robić zbyt dużo filmów całościowo, bo się wypala i traci swój blask. W jego przypadku skończyło się na dziewięciu ale planował zawsze zrobić dziesięć i do dziś nie może się zdecydować. Czekamy panie Tarantino. 





Najnowszy film Spielberga to mieszanka sci fi i klimatów szpiegowskich. Podstawowy rys fabuły jest stosunkowo oklepany. Były więzień cybernetyczny pracuję dla tajnej organizacji i ma dane, które mogą wstrząsnąć światem. Twarzą organizacji ścigającej go jest sam Colin Firth. Muszę przyznać, że to był castingowy strzał w dziesiątkę. To samo można powiedzieć o będącej owocem eksperymentu postaci granej przez Emily Blunt. Ona naprawdę ma ostatnio bardzo dobry okres. Brytyjska aktorka przypadła mi mocno do gusta w niedawnym sequelu "Diabła ubiera się u Prady". Oprócz wspomnianej powyżej dwójki mamy w obsadzie jednego z najbardziej obiecujących aktorów czyli Josha O'Connora. Możecie go kojarzyć z bardzo dobrego "Challengersa" (2024). 





Nie mogło też zapragnąć mocno forowanego ostatnio Colmana Domingo. Niedawno występował w trzecim sezonie "Euforii". Był kluczową postacią finałowego odcinka. Nie wiem ile pokazują zwiastuny ale najwyżej jak ktoś chcę iść do kina to niech nie czyta dalej. Film dość mocno romansuję z kosmitami. Oczywiście jako, że mamy do czynienia ze Spielbergiem to musi być coś o religii i rodzinie. Ponadto dylematy moralne dotyczące ludzkości. Reżyser ostatnimi laty nieco poprawił swój filmowy wizerunek za sprawą świetnych "Fabelmanów" (2021) i wydawać by się mogło, że pójdzie za ciosem a jednak nie zrobił drugi raz tak dobrego filmu. Wydaję mi się, że najlepiej by zrobił gdyby zakończył swoją filmografię na tamtym dziele. 





Początek zwiastował naprawdę solidne kino szpiegowskie. W tych klimatach Spielberg ewidentnie czuję się jak ryba w wodzie. Przypomniał się bardzo przyzwoity "Most szpiegów" (2015) . Potem jednak film jakby zaczął gubić tempo a na sam koniec stał się czymś totalnie odklejonym. Film dla siebie kradnie duet Blunt- Firth albo raczej toczą pojedynek kto wypadł lepiej. Początek należał do tej pierwszej ale potem mężczyzna pokazał klasę. Nie kocham tego filmu ale nikomu nie będę odradzał seansu, bo jest tu sporo perełek. Mamy też polski akcent za sprawą doskonałego operatora kamery Janusza Kamińskiego. Obawiam się, że film może przejść beza echa u nas.


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty