Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu

 





   Nie jestem fanem "Gwiezdnych wojen". Zupełnie mnie to nie ekscytuję. Nie widziałem też Disney'owego serialu "Mandalorian". Wybierałem się, więc do kina z zupełnie pustym deklem. Czy po seansie jestem mądrzejszy? Niekoniecznie. Na szczęście scenarzyści postawili na przystępność. To miało powiększyć grono odbiorców. Jeżeli nie widzieliście niczego z tego uniwersum to nie będziecie mieli problemu ze zrozumieniem tego co na ekranie. Początkowe 40 minut było naprawdę obiecujące. 




Podążamy za tytułowymi bohaterami. Otrzymują misję od przewodzącej Nową Republiką pułkownik Ward. Mają odnaleźć kogoś, by dostać informację o lokalizacji pewnego niebezpiecznego gościa. Oglądało się to bardzo dobrze. Klimat niczym z "Sin City". Ten Mandalorian przypominał Johna Wicka. Miał niemego towarzysza w postaci Grogu. Chemia między nimi była dla mnie początkowo niezrozumiała ale z czasem twórcy przypomnieli sobie o naszym małym kosmicie i to on został bohaterem na równi z postacią Pedro Pascala. Mroczny klimat świetnie budowała ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Ludwiga Goranssona. Disney zatrudnił będącego na topie kompozytora. On odpowiada za ścieżkę dźwiękową do "Grzeszników", "Oppenheimera" czy "Odysei", która wkrótce pojawi się w kinach. Niestety po godzinie film mógłby się już skończyć. Wyglądało to trochę tak jakby na siłę potem dokręcili kolejną. Troszkę pod postać Groga, bo w tej początkowej fazie był kimś na kształt psa z "Johna Wicka". Próbowali też wrzucić wątki humorystyczne. Nawet te wstawki siadły. Co do scen akcji, to kilka było naprawdę spektakularnych. Problemem ich jednak była długość. Zabijały napięcie. 




Aktorsko trudno jest mi tu kogokolwiek zganić albo pochwalić. Niewiele było tu do zagrania. Nie było rozwoju postaci. Ten nasz Mandalorian to taki zimny profesjonalista na zamówienie. Oczywiście działający po stronie dobra. Myślę, że fani "Gwiezdnych wojen" mogą nie kupić tego tworu. On jest zbyt rozrywkowy i popcornowy. Bardzo się cieszę, że Disney nie poleciał w swoim stylu poprawnością polityczną. Fabularnych absurdów można się było spodziewać ale nie one są tu problemem. Mam odczucie, że ten film powstał dla kasy i dlatego by coś z tego uniwersum w końcu zostało wypuszczone. Sporo dużych nazwisk w obsadzie. Oprócz wspomnianego Pascala mamy też Sigourney Weaver czy będącego ostatnio na topie Jeremy'ego Allena White'a. Za kamerą Jon Favreau. Możecie kojarzyć tego gościa z filmów Marvela. Grał prawą rękę Tony'ego Starka. Zresztą on też odpowiada za serial "Mandalorian". Myślę, że film przyciągnie rzesze widzów do kina i spodziewam się, że wielu z nich wyjdzie z sali kinowej zadowolone. Tylko czy o takie kino walczymy? 






Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty