Diabeł ubiera się u Prady 2

 





   Nie kocham pierwszej części ale jak mogliście przeczytać doceniam rolę Meryl Streep, Emily Blunt czy Stanleya Tucci. To samo mogę napisać po obejrzeniu sequela. Jak zapewne zauważyliście nie wspomniałem o wcielającej się w główną rolę czyli Annie Hathaway. Do połowy seansu oceniałem ją pozytywnie ale potem wyglądała jakby grała w zupełnie innym filmie niż reszta gwiazd. W każdej scenie z Meryl Streep zostaję zjedzona. To nie wstyd przegrać z nią ale na przykład Emily Blunt po raz drugi stanęła w jednej linii z jedną z najlepszych aktorek w historii kina.




 Historia rozpoczyna się w momencie gdy zarówno Andy (Anna Hathaway) jak i Miranda (Meryl Streep) stoją nad krawędzią jeżeli chodzi o ich kariery. Wskutek różnych okoliczności Andy ponownie zaczyna pracować ze swoim mobberem, zmorą a jednocześnie autorytetem modowym. Tym razem jednak jest starsza, bardziej pewna siebie i niestety często zachowuję się jakby była pod wpływem środków uzależniających. Wspólnie starają się ocieplić wizerunek firmy. Natomiast Emily (Emily Blunt) pracuję w Diorze. Spełnia się zarówno zawodowo jak i rodzinnie (ma bogatego męża). Film porusza wiele poważnych wątków ale na żadne nie dostajemy odpowiedzi albo jakiejś opinii. Mamy temat wymagającego szefa. Takiego tyrana, który nie używa słów: dziękuję, proszę, dzień dobry. Wykorzystuję swoją pozycję by gnoić pracowników. W każdym razie oni tak to odbierają. Myślę, że Miranda po prostu taki ma styl bycia i ogromna pewność siebie doprowadziła ją do tego stanu. Nie mówiąc już o toksycznej branży modowej. Ostatecznie wygląda na to, że takie metody nie są tu piętnowane a wręcz pokazują, że można po nich wyjść na ludzi.




 Mamy tu ciekawą przeciwwagę. Z jednej strony Emily (ambitna, pragnąca zemsty) a z drugiej Nigel (Stanley Tucci). Facet jest oddany Mirandzie mocno mimo, że ona wielokrotnie pozbawiała go nadziei na rozwój kariery. Bardzo dużo czasu ekranowego on dostaję. W jedynce był jedynie przecinkiem Najwięcej scen ma z Anną Hathaway i muszę przyznać, że te ich przepełnione ogólnikami dyskusję były intrygujące. Ponadto czymże byłby film amerykański bez wątku sztucznej inteligencji. Na koniec takowy otrzymujemy. Na szczęście jest on krytyczny wobec zagrożenia jakie z sobą niesie. Ten film został skonstruowany by każdy mógł znaleźć coś dla siebie i mógł definiować go inaczej. Jeden powie, że jest o możliwej metamorfozie po latach. Drugi, że jest krytyką AI a trzeci o "przyjaźni" w korporacyjnym świecie. Wiele może być interpretacji. To film jednocześnie o wszystkim jak i niczym. Meryl Streep gra świetnie ale mam problem z rozwojem jej postaci. Tak silnej kobiecie nie może zmięknąć serce za sprawą jakiejś krzykliwej dziennikareczki.  Metraż trwa dwie godziny a czułem się jakbym tam siedział co najmniej trzy. Mamy cztery albo i pięć zakończeń (przypomina się Projekt Hail Mary). Modliłem się o napisy końcowe. Ciekaw jestem opinii widowni, bo myślę, że zdanie będą mocno podzielone. Dla mnie jedynka była lepsza, świeższa i bardziej oryginalna.





Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty