Przepis na morderstwo (How to Make a Killing)
Kolejna kasowa produkcja w stylu "Wilka z Wall Street". Któż mógłby być twarzą projektu jak nie Glen Powell. Gość jest mieszanką Brada Pitta i Toma Cruise'a. Zastąpił stare wilki na tronie. Niestety ja od dłuższego czasu mam z nim problem. Uważam, że aktorsko nie robi postępów. Miał kilka projektów, gdzie artystycznie zabłysnąć. Mówię tu o serialu dla Disney+ czyli "Chad Powers" czy w produkcji kinowej "Hit Man" ale ma sobą szereg rozczarowań jak choćby niedawny "Uciekinier" i rolę, w których gra na jedno kopyto.
Tutaj wciela się w rolę chłopaka, który stracił rodziców. Jedyne co mu pozostało to spadek po bogatej rodzinie, a mówiąc konkretnie to by go otrzymać musiałoby kilka osób zginąć. On, więc podejmuję się próby zabicia wszystkich swoich krewnych. Tych zepsutych obrzydliwych bogaczy. Mamy tutaj klasyczny podział na klasę wyższą i tą biedotę. Jakież to jest absurdalne, że Glen Powell akurat został obsadzony w roli przedstawiciela tych drugich. Przesłanie filmu jest oczywiste. Biedak może zdobyć bogactwo tylko wtedy, gdy dopuści się niegodziwości. Traumy z przeszłości pchają go do okrutnych czynów. Co ciekawe mężczyzna znajduję niezwykle kreatywne a tym samy dyskretne sposoby na mordowanie. Używa jakichś środków chemicznych czy innych groźnych detergentów. W trakcie dokonywania tych zbrodni zaczyna mu się życie osobiste układać. Poznał kobietę, która wcale nie oczekuję od niego milionów na koncie. On sam pracując w biurze nie klepię biedy. W pewnym momencie mamy taki dialog między głównym bohaterem a księdzem, gdzie duchowny poddaje w logiczny sens jego dalsze czyny. Nie wspomniałem, że my poznajemy historię opowiedzianą przez postać Glena Powella z perspektywy więzienia. To nam od początku sugerowało, że jego ambitny plan nie miał szczęśliwego zakończenia. Scenarzyści nieźle się wkopali. Byłem ciekaw czy dostaniemy na koniec jakiś twist zmieniający jego los. Tutaj akurat się wybronili, choć nadal mam wątpliwości czy to była mądra koncepcja.
Całościowo ogląda się to dobrze ale brakuję polotu i błyskotliwości tej historii. Mało to było angażujące. Za kamerą mamy gościa, który do tej pory zrobił jedynie film z Aubrey Plazą czyli "Na złej drodze". Nie zrobiła tamta produkcja wielkiej furory. Myślę, że za sprawa Glena Powella ludzie mogą pójść do kina ale czy to będzie hit? Co ciekawe w obsadzie mamy jeszcze dwa duże nazwiska. Po pierwsze Ed Harris a po drugie znana z "Substancji" Margaret Qualley. Ona gra tu młodzieńczą miłość głównego bohatera, która jest taką typową zepsutą przez kasę pannicą. Wypada nieźle ale moim zdaniem jest mocno niewykorzystana. Myślę, że Glen Powell powinien zagrać u jakiegoś mistrza kina autorskiego. Może on wyciśnie z niego jeszcze więcej, bo granie dziesiąty razy tej samej postaci trochę mija się z celem.
Ocena: 6/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz