Normal
Nieco w cieniu głośnej premiery biografii Michaela Jacksona trafiła do kin produkcja z jakże innej bajki. Mowa tu o produkcji żywcem przypominającej "Nobody". Zresztą te dwa projekty mają tego samego aktora w głównej roli. Muszę przyznać twórcom, że zaskoczyli. Spodziewałem się czegoś mega przewidywalnego i kliszowego a tymczasem dostaliśmy sporo kreatywności. Szeryf Ulysses (Bob Odenkirk) dostaje tymczasowy przydział w dalekiej i zimnej Minnesocie. Tam dopiero co zginął były szeryf i mężczyzna ma tam nie nabrudzić za mocno.
Wcześniej dostajemy sekwencję sugerującą, że wkrótce to miejsce odwiedzi japońska mafia. Wtedy sobie pomyślałem, że może nasz szeryf jest jakimś byłym komandosem. Znamy wszyscy ten koncept. Odwiedzają go tam a on robi rozpierduchę i zabija wszystkich. Tutaj jednak nie jest to tak banalne. Mężczyzna co prawda nie jest jakimś turbo wojownikiem ale od samego początku czuję jakiś miejscowy spisek. Twórcy nie próbują nam robić z tego filmu jakiegoś szpiegowskiego akcyjniaka na poważnie. Czuć tu satyrę.
Początkowo byłem lekko znudzony ale potem, gdy dostajemy kilka szokujących zwrotów akcji to zaczynałem ten film lubić. Najbardziej za to, że nie poszedł w takie absurdy jak "John Wick" czyli, że jeden gość jest w stanie pomordować setki żołnierzy. Te mordy jakich się dopuszcza nasz szeryf są często mocno odklejone i naznaczone dużą ilością szczęścia. Nie ma tutaj jakichś przeciąganych wątków. Wszystko dzieję się szybko i sprawnie. Dziwny jest to film. Ja ostatecznie zostałem kupiony. Aktorsko bardzo przyzwoicie to wypada. Chciałbym szczególnie pochwalić epizod z udziałem Leny Headey. Zabawne były jej sceny z szeryfem Ulyssesem. To jeden z z tych filmów, który podzieli widownię. Zrozumiem perspektywę każdej ze stron barykady....
Ocena: 7/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz