Lady (The Lady) odc. 3 (HBO MAX)






  Ten serial od samego początku miał pod górkę. Wydawał się na pierwszy rzut oka czymś na kształt "Wilka z Wall Street". Od zera do bohatera. Ktoś z małej mieściny trafia do wielkiego świata i cała ta atencja, pieniądze, pokusy sprawiają, że naszej bohaterce uderza woda sodowa do głowy. W dużej mierze właśnie o tym jest serial. Różnica jest taka, że w takich kliszowych historiach my bezrefleksyjnie jesteśmy manipulowani, że powinniśmy głównemu bohaterowi kibicować, natomiast trzeci odcinek dał nam do zrozumienia, że Jane Andrews totalnie się zatraciła i jest toksyczną jednostką. 





Niby ten jej nowy mąż nie jest szczególnie jej wierny ale jej histeryczne zachowanie jest nie do zniesienia. Zachowuję się jak siedmioletnia dziewczynka, której ukradziono domek dla lalek. 
Z drugiej zaś strony kobieta naprawdę nie ma szczęścia w miłości. Zapewne wynika to z faktu, że każdy jej facet był finansowo ustawiony. Nie musiał się martwić problemikami dnia codziennego. Tacy ludzie zazwyczaj mają przerośnięte ego i nie zadowalają się jedną zdobyczą. Chcą więcej i więcej. Jane natomiast jest kapryśna i chciała być traktowana jak księżniczka.






 Absolutnie doskonała jest ostatnia sekwencja tego odcinka. Ona niby dała nam odpowiedź kto dopuścił się zbrodni ale z drugiej pozostawiła ziarno niepewności. Świetnym wyborem castingowym było wybranie do głównej roli Mii McKenny- Bruce. Dziewczyna kradnie dla siebie każdą scenę. Nie pozostaję nikomu obojętna. Uważam, że bardzo dobrym pomysłem było zrobienie z tego miniserialu. Cztery długie odcinki pozwalają utrzymać zainteresowania widza, może i mamy sporo przestojów fabularnych ale one nie zabijają zainteresowania widza. Mi się to nadal dobrze ogląda. Nie jest to dzieło sztuki ale wciąga.


Ocena: 7/10


Komentarze

Popularne posty