Arco
Jedna z animacji nominowanych do Oscara właśnie weszła nieco niezauważona do polskich kin. "Arco" pochodzi z nowego trendu jakim jest ambitne europejskie kino dla najmłodszych. Walt Disney, Dream Works czy inne bogate wytwórnie nie mają ostatnio najlepszej passy i ewidentnie brakuję im pomysłu na zaimponowanie widzom. Dla mnie "Arco" jest wielką szpilą w AI i te wszystkie nowe technologię. Znacznie dosadniej uderza niż ten film z Chrisem Prattem czy niedawny Gore Verbinsky'ego.
Akcja rozgrywa się w 2075 roku. Światem dosłownie rządzą roboty. My skupiamy się na losach dziewczynki o imieniu Iris. Wychowywana jest przez robota. Rodzice w tym czasie pracują i pojawiają się jedynie wirtualnie. Co bardziej szokujące Iris ma na głowie niemowlaka. Nawet już nie pamiętam czy to brat czy siostra ale sam fakt, że matka nie zajmuję się osobiście tak małym dzieckiem jest szokujące. W dużej mierze właśnie o tej samotności Iris jest to film. Mamy nawet na koniec cudowną sekwencję, gdzie dziewczynka wyjawia nam jakie jest jej największe marzenie. Rzecz jasna się domyśliłem co miała na myśli ale jakoś ten przekaz do mnie trafił. Natomiast deszcz zmian w jej życiu spadł nagle z nieba. Na ziemi ląduję chłopak z tęczową peleryną. Uspokajam was. Tu nie ma żadnej propagandy LGBT.
Bardzo fajny duet udaję się stworzyć Iris i Arco. On wskutek dziecinnej fanaberii trafia do przyszłości. Cudowna jest sekwencja jak Iris opisuję mu deszcz zmiana jaki nastąpił na świecie. Napisałem na początku, że animacja jest krytyką sztucznej inteligencji. Mamy tu jednak taką jedną sekwencję, która mogłaby zaprzeczać tej tezie. Mianowicie ten robot pokazuję szereg ludzkich uczuć i trudno go nazwać antagonistą. Można narzekać na brak tempa i dramaturgii ale całościowo jest to animacja ciepła z przesłaniem ostatecznie optymistycznym. Myślę, że o takie animacje zawsze walczyłem. Nie powiem jednak bym podważał werdykt akademii filmowej po tym seansie...
Ocena: 7/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz