Vladimir (Netflix)






  Bardzo cyniczny jest to projekt. Co przyciągnie Netflixowego widza? Młodzi i piękni ludzie. Rzecz jasna nie klepiący biedy. Główna bohaterka nie jest kimś komu powinniśmy kibicować. Nie jest to klasyczna zdesperowana i nieszczęśliwa kobieta. Żyję z mężem w otwartym związku. Nie można o niej powiedzieć by była cichą myszką. Wykłada literaturę na uczelni. Nikt jej nie lubi. Mąż został oskarżony o seksualne relację ze studentkami. Samo w sobie nie brzmi to szczególnie szokująco. Bardziej zaskakuję fakt, że kobieta prowadzi w tym temacie obrzydliwą gierkę mającą uratować wizerunek rodziny. 





Na drugim planie (albo raczej pierwszym) mamy wątek Vladimira. Mężczyzna ma żonę i maleńkie dziecko. Główna bohaterka od samego początku zaczyna o nim fantazjować. Oglądając te sceny przypomniał się Netflixowy serial "You". Tam zauroczenie było pokazane w równie absurdalnie prześmiewczy sposób. Nad całym tym projektem widnieję napis: SATYRA. Niestety problem jest z tempem. W pewnym momencie moje zainteresowanie umarło. Netflix nie byłby sobą, gdyby nie wrzucił wątku LGBT. Córka głównej bohaterki jest lesbijką. Nie przeszkadza jej to być najbardziej irytującą postacią serialu. 





Siłą projektu jest zakończenie. Ono może wstrząsnąć. Bardzo jest feministyczne. Co wcale nie oznacza, że je oceniam negatywnie. Patrząc na całość ma logiczne uzasadnienie. Aktorsko Rachel Weisz i Leo Woodall ciągną to nieźle. Najsłabszym punktem tego projektu są sceny erotyczne. Dawno nie widziałem tak fatalnie i niewiarygodnie nakręconych scen zbliżeń. Nie był to bolesny seans ale daleki jestem od zachwytów. 




Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty