Projekt Hail Mary





   Nie jestem fanem filmów w kosmosie.  Podobał mi się chyba tylko "Marsjanin" z Mattem Damonem. Spodziewałem się podobnej konwencji w produkcji, którą miałem dziś przyjemność obejrzeć w kinie. Tylko czy to jednak nie był stracony czas? Film trwa dwie i pół godziny. Bardzo mało motywujące to było. To była dla mnie droga przez mękę. Zwłaszcza ze względu na fabularny minimalizm. Mało bohaterów i wątków. To lubię, ale niekoniecznie w formie maratonu kinowego. Gość się przechadza po statku kosmicznym w towarzystwie jakiegoś dziwnego stwora i prowadzą sobie rozmówki o niczym. W dużej mierze właśnie jest to film o nieoczywistej przyjaźni. Ponadto potrzebie atencji i poszukiwaniu sensu życia. 




Głównym bohaterem jest odklejony naukowiec, który za sprawą innowacyjnego odkrycia trafia pod lupę rządowej ekipy. W roli głównej widzimy Ryana Goslinga. To oczywiście był dobry wybór ale ja osobiście castingowo bym bardziej poszukał. On jest zbyt charakterystyczny. Myślę, że filmowi lepiej by zrobił ktoś zupełnie nieznany. Moglibyśmy się z nim lepiej utożsamić, a Gosling jest cudowny pod każdym względem: białe zęby, oryginalna zadbana fryzura, nawet sposób poruszania. W zasadzie występuję on w każdej scenie w filmie. Niestety sporo jest naukowej gadaniny. Nigdy nie rozumiałem sensu wrzucania takich sekwencji do filmu. Nikt z nas nie ma pojęcia o czym oni gadają. Castingowo została tu podjęta jedna lekko zaskakująca decyzja.




 W roli drugoplanowej otrzymujemy znaną z "Anatomii upadku" Sandrę Huller. Za te rolę otrzymała zasłużonego Oscara. Tutaj gra szefową projektu. Postać bardzo niejednoznaczna. Ma jedną pamiętną scenę. Śpiewa dobrze znaną piosenkę Harry Stylesa "Sign of The Times". Robi to w sposób tak fatalny, że można się zauroczyć. Najlepsza scena filmu. Pod względem rozrywkowym film działa. Ryan Gosling potrafi przykuć uwagę widza i kamera go kocha. Fabularnie jest to pustka ale taka, która może ludziom przypaść do gustu. Ja nie kocham tego filmu. 


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty