Ponies odc. 6-8 (Skyshowtime)
Mój entuzjazm lekko umarł po odcinku szóstym. Miałem wrażenie, że za dużo grzybów w tej zupie. Można się było pogubić w tej fabule. Z jej strony wątek seryjnego mordercy kobiet, z drugiej szpiegostwo postaci Emilii Clarke i romans z agentem KGB (takim rosyjskim odpowiednikiem Jamesa Bonda). Na marginesie była to znakomicie zagrana postać. Tak sobie wyobrażam takiego szpiega. Ponadto wątek Twili, która zaczyna brnąć w lesbijskie klimaty. Okazuję się, że mąż jednej z głównych bohaterek był rosyjskim szpiegiem. Dochodzi jeszcze wątek starej kobiety szpieg. Ona zresztą powiedziała Bea o zdradzie męża koleżanki. Przekombinowane to było.
Odcinek siódmy nie zmienił mojej opinii. Finałowy epizod był natomiast emocjonujący i przepełniony akcją. Bardzo dobre zdjęcia, gra aktorka i dialogi ale twórcy jakby zapomnieli, że zrobili serial dla platformy streamingowej. Można drwić z zarzutów Matta Damona, że Netflix każe w swoich produkcjach tłumaczyć ustami jednej z postaci to co się wydarzyło przed chwilą ale właśnie po to powstały Disney+ czy Skyshowtime. Nie mają dawać ambitnych treści, tylko lekkie rzeczy do obejrzenia przy kawie do śniadania czy kolacji. Serial stara się być jednocześnie thrillerem szpiegowski ale też czarną komedią. Twarzą tej drugiej stylistyki jest właśnie nasz duet uroczych niedołężnych agentek.
Niespodziewanie jednak Twila w ostatnim odcinku decyduję się na mocno przygnębiający monolog ujawniający jedną z jej traum. Przy okazji tej tragedii przypomniał mi się dopiero co obejrzany "Testament Ann Lee". To tłumaczyło lesbijski epizod Twili. Emilia Clarke i Haley Lu Richardson są rewelacyjnym duetem. Chemia między nimi uderza w widza. Na końcu dostajemy pół cliffhanger, który zapowiada możliwy drugi sezon. Chciałbym by to się wydarzyło.
Ocena: 7/10




.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz