Paradise sezon 2 odc. 8 (Disney+)
Zakończył się jeden z najbardziej ekscytujących seriali początku roku. Będąc precyzyjnym muszę zaznaczyć, że będzie trzeci sezon. Czy te wszystkie zachwyty są zasłużone? Na pewno należy docenić scenarzystów za mieszanie konwencją i to, że każdy odcinek był zupełnie czymś innym. Początek to takie lepsze "The Last of Us" a potem zbliżamy się nawet do klimatów "Mad Maxa". Bardzo odżywcze były nowe postacie. Choćby postać Shailene Woodley. Niezwykle miło podążało się za jej smutnymi losami. Wielkim błędem scenarzystów było uśmiercenie jej. Oczywiście fabularnie całościowo to się skleiło ale tak po ludzku ten serial bez niej był gorszy.
Co do Xaviera to nadal mało mnie emocjonuję, jest taką gorszą wersję Idrisa Elby. Mam takie wrażenie, że tak w połowie sezonu scenarzystom skończyły się pomysły na zaskoczenie widza i wszystko odbywało się jak w kliszowym sci fi. Tak naprawdę w finale nie ma jakichś spektakularnych śmierci. Nie mogę też powiedzieć po tym odcinku, że jestem wstrząśnięty. Co prawda zakończenie otwiera ścieżkę do drugiego sezonu ale twórcy będą mieli niezwykle trudne zadanie by określić się gatunkowo. Były tu jakieś wątki szpiegowskie, gangsterskie ale jednak ten projekt romansuję głównie z tematyką sci fi.
Wizualnie ten serial to prawdziwe złoto i diamenty. Tworzy to niepowtarzalny klimat. Aktorsko również do nikogo bym się nie przeczepił. Problemem jest nagromadzenie wątków i postaci. Po obejrzeniu dwóch sezonów kojarzę tylko dwa imiona: Xavier i Sinatra. Moim zdaniem sezon drugi dorównał pierwszemu. Umieściłbym je na jednej półce a to duży komplement, bo zazwyczaj drugie sezony niszczyły wiele seriali. Polecam obejrzeć.
Ocena: 7/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz