Paradise sezon 2 odc. 5 (Disney +)

 




   Bardzo ciekawy jest to projekt. Pierwszy sezon był udany ale bez odważnych fabularnych ruchów. Był czymś a la takie seriale jak "Silos", "Stamtąd" czy "The Last of Us". Drugi sezon jest jeszcze większą gatunkową mieszanką. Klimatycznie zbliża się do serialu "Lost". Ma też elementy kryminalne czy nawet szpiegowskie. W poprzednim odcinku Xavier spotkał gościa, który przebywał przez trzy lata z jego rzekomo zmarłą żoną. 





Odcinek dzisiejszy skupia się na tym okresie czasu. Zostaje wrzucony niezwykle zaskakujący wątek fatalnego zauroczenia. On wybrzmiewa zwłaszcza na koniec epizodu. Jedyny problem jaki mam z tym odcinkiem dotyczy żony Xaviera i robienia z niej jakiejś nadludzkiej istoty. W pewnym momencie od tych pochwał w jej kierunku miałem ochotę zwymiotować. Xavier przechadza się po pustkowiach wraz z nie swoim dzieckiem i nadal nie nadał mu imienia. W zasadzie czemu miałby? Na dłuższą metę i tak nie będzie go wychowywał. Celem jest odnalezienie biologicznego ojca i zaginionej żony. 





Nadal mam żal do scenarzystów za uśmiercenie bohaterki z Graceland. Ona była czymś odżywczym. Chciałem nadal za nią podążąć. Ten Xavier jest tysiąckrotnie mniej interesujący od niej. Oceniam ten odcinek na plus, bo nie bawił się w nagromadzenie wątków, tylko konkretnie skupił się na jednym. Jeżeli chodzi o fabułę to toczy się ona dynamicznie. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn ani tanich kontrowersji. Jak na Disney'a zaskakująco normalnie.





Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty