Nie ma duchów w domu na Dobrej

 




  Mamy kandydata na najmniej kreatywny tytuł filmu w historii kina. Niestety to samo dotyczy fabuły i różnych zabiegów mających zaimponować widzowi. Po seansie nie jestem w stanie zrozumieć tych zachwytów polskich krytyków. Film otrzymał bodaj jakąś nagrodę na festiwalu w Gdyni. Za kamerą Emi Buchwald. Chciała zrobić kino artystyczne ale wyszło chyba zbyt artystycznie. Być może reżyserce o coś chodziło ale mnie ani przez moment nie interesowały jej intencję. 




Skupiamy się na czwórce młodych ludzi, którzy chyba są nawet w dużej większości rodzeństwem. Non się kłócą. Te konflikty między nimi są o błahe rzeczy. Każdy z nich jest aspołeczny. Troszkę nie rozumiem czemu mielibyśmy tym bohaterom kibicować. Najbardziej irytujący był chłopak z tatuażami. Gość był tak fatalnie napisany, że cierpiałem na każdej scenie z nim. Z całej tej paczki najciekawszą postacią wydawała mi się Nastka (ciekawe czy to zapożyczone ze Stranger Things?). Ponadto dziewczyna wcielająca się w jej postać grała najlepiej. Ten film wygląda jak debiut młodego filmowca, który ma sporo pomysłów, inspiracji ale brakuję mu własnego stylu. Patrząc na tytuł miał to być horror, ale nie ma tu nic strasznego, no może z wyjątkiem dialogów między bohaterami. 




Jakbyście się mnie zapytali o czym jest ten film? Powiedziałbym, że o nudnych ludziach, którzy są znudzeni swoim towarzystwem. My widzowie jako, że jesteśmy przepełnieni empatią mamy im współczuć życiowej pustki. Jak dla mnie oni powinni się wzajemnie pozabijać. Wtedy chociaż fabuła ruszyłaby z miejsca. Film ma jednak kilka plusów. Bardzo podobały mi się zdjęcia. Kilka ujęć jest naprawdę niezłych. Ponadto dwie czy trzy sceny były nieźle zainscenizowane. Nie wiem co się kryję za tymi zachwytami ale nic mnie nie zaskoczy. Nie polecam iść do kina.






Ocena: 5/10

Komentarze

Popularne posty