Dobry chłopiec (The Good Boy)

 




  Jan Komasa nie robi słabych filmów. Taki jego życiowy talent. Przed chwilą w kinach była jego amerykańska produkcja z gwiazdami Hollywood. Teraz zrobił projekt na Wyspach Brytyjskich. "Rocznica" nie zebrała jednoznacznie pozytywnych recenzji ale mi się bardzo podobała. Komasa potrafi budować niejednoznaczne postacie. Udowadnia to najdobitniej w filmie, który dziś miałem przyjemność obejrzeć. Czym jest "Dobry chłopiec"? To takie bardziej pokręcone i mocno satyryczne "Dojrzewanie". Nie bez przyczyny podaję jako porównanie głośny serial Netflixa. Łączy te dwa projekty osoba Stephena Grahama. W serialu zagrał ojca małoletniego mordercy. Tamta postać była przepełniona wyrzutami sumienia. Zadawała sobie pytania: jak mogłem wychować mordercę? Jakie błędy popełniłem? Tutaj ma możliwość pokazania jak być "dobrym ojcem".




 Film dotyka bardzo kontrowersyjnego tematu metod wychowawczych. Jakby brać wszystko co tu się wydarzyło na poważnie, to moglibyśmy uznać, że przemoc nie jest jednoznacznie złym sposobem wychowawczym. Historia rozpoczyna się z perspektywy dziewczyny, która rozpoczyna pracę sprzątaczki w domu na odludziu. Tam żyję wspomniany wcześniej Stephen Graham. Z czasem poznajemy jego schorowaną żonę oraz syna. Mamy też czwartego lokatora. Tego w piwnicy. Okazuję się, że to chłopak porwany. Taki typowy imprezowicz nie zważający na nic i na nikogo. Najgorszy element. Możemy się domyślić, że postać Stephena Grahama próbuję wychować go na ludzi. Jaka motywacja się kryję za tym radykalnym działaniem? Komasa dokonał nie lada sztuki, bo pozwolił nam polubić tego rzekomego psychopatę. Cała ta sprawa jest znacznie bardziej zagmatwana niż by się mogło wydawać. Chłopak ma głowę zapięta jak pies na łańcuchu. Kilka miesięcy jest przetrzymywany. Z czasem cała czwórka zaczyna się docierać i naprawdę tworzy się fajna rodzinka.  Można się było wręcz zastanawiać czy chłopak będąc z tymi lekko odklejonymi ludźmi nie czuł się najbardziej szczęśliwy w swoim życiu.





 Dowiadujemy się z czasem, że nie był on szczególnie rozpieszczany przez swoją matkę. Okazało się, że nawet nie zgłosiła jego zaginięcia. Wiele smaczku można z tego filmu wyłapać. Bez wątpienia ma on satyryczne tło. Wystarczy przytoczyć choćby sekwencję, w której porywacze oglądają wraz chłopakiem film, mając popcorn w ręku. To pokazuję pewien absurd sytuacji. Aktorsko naprawdę wszyscy zachwycają. Jan Komasa zaangażował nawet polską aktorkę Monikę Frajczyk. Wciela się ona w rolę sprzątaczki Riny. Bardzo dobra rola. Szkoda, że ten film przejdzie bez echa w kinach. Myślę, że ma zbyt małą promocję by ludzie poszli. Nie zmienia to faktu, że Jan Komasa ponownie zrobił bardzo dobry film. 






Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty