Wichrowe wzgórza (Wuthering Heights)
Emerald Fennell ma za sobą dwa całkiem udane filmy. Mam na myśli głośne "Saltburn"(2023) i "Obiecująca. Młoda. Kobieta"(2020). Nie jestem wielkim fanem obu tych produkcji ale doceniam odwagę zrobienia czegoś po swojemu. Teraz wzięła się za coś co moim zdaniem od samego początku było skazane na porażkę. Adaptacja głośnej powieści Emily Bronte "Wichrowe wzgórza". W 1992 roku otrzymaliśmy adaptację filmową z Ralphem Fiannesem i Juliette Binoche.
Teraz za kamerą wspomniana powyżej Fennell obsadziła w głównych rolach Margot Robbie i Jacoba Elordiego. Ten drugi miał już możliwość współpracować z reżyserką na planie "Saltburn". Jak ktoś czyta moje wpisy to wie, że nie jestem fanem jego talentu aktorskiego. Tutaj w każdej scenie widać kto tu kogo ciągnie za uszy i próbuję pchać ten wózek. Robbie pokazuję swoje najlepsze oblicze, choć gra tu postać daleką od moralnych pochwał. Wychowuję ją toksyczny ojciec i służąca, która niby ją kocha ale tak naprawdę kopię pod nią dołki. Ponadto jest Heathcliff. Chłopak, który jest chyba sierotą ale wychowuję się wraz z Catherine (Margot Robbie). Dziewczyna jest energiczna, pełna życia i otwartości. Natomiast chłopak jest outsiderem, który ledwo potrafi mówić.
W scenach z młodości gra go chwalony za rewelacyjną rolę w serialu Netflixa "Dojrzewanie" Owen Cooper. Widząc jego nazwisko w obsadzie byłem ciekaw czy da radę. Niestety nie miał wiele czasu na ekranie, ale kilka emocjonalnych sekwencji pozwolono mu zagrać. Bardzo podobała mi się dziewczyna grająca młodą Catherine. Mowa o debiutantce Charlotte Mellington. Trochę żałuję, że nie dostała więcej czasu ekranowego. Co do samego filmu to jest bardzo bezpieczny. Opowiada o toksycznej i intensywnej relacji a zakończenie sugeruję jakbyśmy mieli ją wspierać i jej kibicować.
Cała drama rozgrywa się o nieporozumienie i błędnie zinterpretowaną podsłuchaną rozmowę. Facet się obraża jak baba i znika na lata. Ona w między czasie się hajta za nadzianego gościa ale ciągle o nim marzy i rozmyśla. Oczywiście po latach powraca i wszystkie emocję wracają. Na pewno dobrym pomysłem scenarzystów było sprawienie byśmy niekoniecznie polubili Catherine. Dla mnie ona była bezwzględną i irytującą zołzą a Heathcliff był dupkiem, do tego mającym nieuzasadnione wysokie mniemanie o sobie. Pierwsza połowa filmu jest nudnawa i sztucznie artystyczna, natomiast druga emocjonalna i działo się sporo. Bardzo konkretna choć mocno pocięta. Nie kocham tego filmu ale też nie nienawidzę.
Ocena: 6/10






Komentarze
Prześlij komentarz