Rycerz Siedmiu Królestw odc. 6 (HBO MAX)

 




   Skończył się jeden z najbardziej ubóstwianych projektów ostatnich miesięcy. Czy finał rozczarował? Moim zdaniem NIE, a dlaczego? Fabularnie od samego początku akcja jest nikła także nie do końca mieli z czego lepić. Mamy rycerza od siedmiu boleści, który spotyka łysego sympatycznego chłopaczka i zaczynają grać na tych samych falach.




 Ostatecznie serial jest o sile przyjaźni ponad podziałami. Nieważne z jakich światów się wywodzicie, możecie mieć wspólną chemię. Bez wątpienia ta dwójka znakomicie się uzupełnia. Mamy jeszcze niezłe dialogi i sporo dobrego humoru. Ponadto nic więcej. Nie ma głębokiej fabuły pełnej zwrotów akcji. Jakby zrobili z tego półtora godzinny film to niewiele by się różniło. Było kilka szpilek w stronę "Gry o Tron" ale delikatnych. Wszystko co najlepsze miało się wydarzyć stało się w odcinku czwartym i piątym. To była taka klamra, która miała nas skłonić do refleksji, że to był miło spędzony czas. Myślę, że to jest taki serial, który lepiej się ogląda za jednym razem a nie tydzień po tygodniu. Rozumiem jednak producentów i HBO, że zdecydowali się to tak rozłożyć. To spin off "Gry o Tron" także trzeba było zbudować otoczkę wielkiego oczekiwania.




 Czy będziemy mówili po latach o tym finale? Myślę, że ja zdążyłem już o nim zapomnieć. Ostatecznie serial oceniam pozytywnie, bo był znakomitą i lekką rozrywką. Nie był taką męczarnią jak "Gra o Tron" (nie przebiłem się). Aktorsko ten chłopak uniósł swoją rolę i bez bólu obejrzę kolejne sezony.


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty