Ołowiane dzieci (Netflix)
Nowy numer jeden na polskim Netflixie. Serial, który chcę być bardzo w stylu produkcji jednego z najlepszych obecnie polskich reżyserów czyli Jana Holoubka. Tutaj jednak przenosimy się do komunistycznych lat 70-tych na Górny Śląsk. Twórcy kręcili w Katowicach, Zabrzu, Świętochłowicach czy Gliwicach. Co ciekawe akcja dzieję się w dzielnicy Katowickiej Szopienice. Z tego co czytałem to wcale nie kręcili tam.
Akcja skupia się na podrzędnej lekarce, która odkrywa tajemnicze zachorowania wśród miejscowych dzieci. Wszystkiemu winna jest huta i ołów, który się z niej wydobywa. Nie jestem zachwycony tym co zobaczyłem. Nie rozumiem kilku decyzji. Po pierwsze: dlaczego to jest serial AŻ sześcioodcinkowy. Tutaj materiału było na film dwugodzinny. W pewnym momencie już wiadomo było, w którą stronę fabuła podąży. Nie było żadnych zaskakujących zwrotów akcji. Po drugie: casting mnie nie powalił. Joanna Kulig to był bardzo oczywisty wybór. To samo Michał Żurawski jako jeden z przedstawicieli władz, który egzekwował ich decyzję. Był takim gościem od czarnej roboty. Kolejny oczywisty wybór. Marian Dziędziel i Zbigniew Zamachowski zagrali tak jak w każdym filmie. To bardzo dobrzy aktorzy ale nic wielkiego nie pokazali. Po trzecie: bardzo Netflixowy jest to serial. Mam tu na myśli szereg zbędnych sekwencji, które uzasadniały nam czyny poszczególnych bohaterów. Myślę, że jakby tych krótkich scen nie było to serial trwałby o jakieś 30 minut krócej.
Do tej pory narzekam a co na plus? Rzeczywiście klimat lat 70-tych został oddany wiarygodnie. Aktorzy się starali. Historia bardzo w stylu "Sztuki kochania" z Magdaleną Boczarską w roli głównej. Niestety zdecydowanie mniej emocjonująca. Nie chcę się już znęcać. Moim zdaniem to produkcja, która za sprawą fabuły jest szantażem emocjonalnym na widzu. Dzieci chorują, więc my z racji ludzkich odruchów musimy się zaangażować. Ja tego nie kupuję.
Ocena: 6/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz