Melania
Ciekaw jestem jaka była główna motywacji ludzi, że nie poszli na ten film do kina? Chodziło o negatywne recenzję czy po prostu postać żony prezydenta USA była dla nich mało interesująca albo promocja była tak mała, ze ludzie nie mają pojęcia o jego istnieniu. Ja podchodziłem z dystansem do tych negatywnych recenzji, bo zakładałem, że ludzie hejtujący po prostu nienawidzą Donalda Trumpa. Ja jestem w sytuacji braku zaangażowania politycznego także mogę na chłodno ocenić. Nie jest to typowa biografia. Bardziej skupiamy się to na wydarzeniu jakim było zaprzysiężenie nowego prezydenta w Stanach.
Obserwujemy Melanie w trakcie przygotowań do tej uroczystości. Przez pierwszą połowę film wyglądał jakby go napisali PR-owcy Donalda Trumpa. Słowo w słowo napisali Melanii co ma powiedzieć. Ona zresztą wygłaszała je jakby czytała z kartki. Najlepiej wypada, gdy tańczy i śpiewa. Ma takie dwie sympatyczne sekwencje. Na początku filmu słyszymy utwór Michaela Jacksona "Billie Jean". Początkowo myślałem, że to taki prowokacyjny wybór, bo w końca piosenkarz był podejrzany o podobne rzeczy jak Donald Trump. Później jednak w scenie w limuzynie dowiadujemy się, ze Melania jest fanką artysty. Brakowało mi więcej takich momentów w filmie, gdzie byśmy zobaczyli jak Melania wychodzi z roli pierwszej damy.
Chyba najbardziej lubię tu momenty, gdy spędzamy czas tylko z nią i obserwujemy jej codzienne obowiązki. Została wrzucona rozmowa z Brigitte Macron. Z żoną prezydenta Francji rozmawiały między innymi o problemie uzależnienia wśród młodych ludzi od smartfonów. Wiadomo, ze to mogło być pod publiczkę na potrzeby filmu ale myślę, że ona rzeczywiście działa społecznie jak może. Patrząc jednak na konstrukcję to nie jest to dzieło sztuki. Za dużo patosu i cukierkowatości. Film trwa 1:40 a ja czułem się jakby co najmniej dwie godziny. Ten projekt ze względów politycznych od początku był skazany na pożarcie a szkoda, bo film o pierwszych damach i tym jak przebiega ich życie jest interesujący. Co ciekawe za kamerą mamy Bretta Ratnera. Ten gość ma na koncie kilka niezłych filmów. Choćby "Czerwony smok" (2002) z Ralphem Fiennesem. Nie polecam iść na jego nowy film do kina ale nie hejtujcie w ciemno.
Ocena: 3/10
.jpg)




Komentarze
Prześlij komentarz