Lesbijska księżniczka z kosmosu (Lesbian Space Princess)

 





Czytając opis do tego filmu byłem mega zaintrygowany. Czyżby satyra na środowiska LGBT? A może wręcz przeciwnie? Propaganda w stylu Disneya czy Netflixa. Po seansie mam wrażenie, że twórcy poszli zbyt bezpiecznie. Co ciekawe za projekt opowiadają kobiety. Wcale bym się nie dziwił, gdyby same były lesbijkami. Ich filmografia nie jest zbyt bogata. Jedna z nich zrobiła film o jakże kontrowersyjnym tytule "Jestem największą rasistką, jaką znam". Nie wiem czy ten film jest gdzieś dostępny ale z chęcią bym obejrzał.




 Czym zatem jest jej najnowszy film? Na pewno satyrą z seksualności, ale nie ona jest tu kluczem. Mam wrażenie, że jest gdzieś na drugim planie. Zwłaszcza w drugiej połowie skupiamy się na bałaganie w głowie głównej bohaterki. Poczuciu samotności, odrzucenia przez "miłość życia". My od początku wiemy, że to uczucie jest fałszywe i bez przyszłości. Nasza bohaterka żyję w świecie, w którym rządzą kobiety i żadna inna relacja niż lesbijska nie wchodzi w grę. Mamy nawet taką sekwencję jak nowa bohaterka odważyła się powiedzieć, że jest biseksualna a Saira żartuję: co ty jesteś z XXI wieku?




 Saira mieszka w Pipizdówie. Cały czas zamknięta w swoim pokoju. Wiecznie przepraszająca i płacząca. Została rzucona przez swoją dziewczynę, która jest z zupełnie innej bajki: towarzyska, pewna siebie, arogancka. Nagle zostaję ona porwana przez Heteroobcych desperatów. Jedyna rzecz, która im zaprząta głowę to zdobycie atencji wśród seksownych mamusiek. Saira zakochana bez pamięci robi wszystko by móc ocalić swoją miłość życia i wyrusza do Homokosmosu. Po drodze spotyka szereg nowych ludzi i maszyn, które pozwalają jej przewartościować własne życie. Cudowną ma chemię z robotem, który jest homofobem z zapędami hetero. Bardzo lubiłem te ich szpileczki wzajemne. Im bliżej było końca tym film coraz bardziej stawał się poważniejszy. Na pewno nie trzeba być lesbijką czy gejem by kupić te zakończenie. Choć twórczynie nie mogły się powstrzymać by na końcu nie dać nam mega satyrycznego twistu. Troszkę żałuję, że scenarzystki nie poszły grubiej tylko jakby ktoś zahamował ich zapędy przekroczenia granicy. Nikogo ten film nie obraża ale czy warto iść na niego do kina? Mam wątpliwości.






Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty