Kopnęłabym cię, gdybym mogła
Kolejny Oscarowy film trafił na ekrany kin. Już się mówi, że Rose Byrne zawalczy z Jesse Buckley o nagrodę w wiadomej kategorii. Ja osobiście nie kocham żadnej z tych dwóch kreacji, choć bardziej doceniam Byrne, bo ona grała na większej gamie emocji a ta druga przez ponad połowa filmu na smutnej minie. Ponadto nie poczułem dramatu jej postaci. Co do filmu dziś obejrzanego: podobał mi się umiarkowanie. Uważam, że podobnie jak "Hamnet" jest pewną formą szantażu emocjonalnego na widzu.
Mamy zapracowaną i zmęczoną życiem matkę, która nie wytrzymuję natłoku negatywnym bodźców wokół niej. Mąż jest marynarzem na statku tak więc nie może jej wspomóc. Każda ich rozmowa telefoniczna kończy się kłótnią. Kobieta jest psychoterapeutką. Stara się być profesjonalna i zaangażowana w losy pacjentów. Zwłaszcza rozwijany jest wątek otyłej kobiety, która jest matką i podobnie jak ona nie czuję wsparcia męża. Do tego stopnia jest rozbita, że zostawia u niej własne dziecko. My jako widzowie oczywiście jesteśmy zobowiązani do empatii względem jej dramatu. Ja nieszczególnie ją lubię i nie rozumiem aż tak wielkich zachwytów tym filmem.
Po "Wartości sentymentalnej" i Hamnecie" to kolejna produkcja, którą uważam za nieszczególnie angażującą. To już chyba wolę "Wielkiego Marty'ego", bo tam chociaż można się było pośmiać. Tutaj też jest trochę czarnego humoru ale większość czasu to jakieś dziwne obrazki z głowy głównej bohaterki. Twórcy zastosowali trik a la Maciej Kawulski czyli maksymalne zbliżenia na twarz Rose Byrne. Na początku był to ciekawy zabieg ale potem zaczęło mnie to już irytować. Ile razy można powtarzać ten sam żart? Ponadto nie ma ani jednego ujęcia na dziecko bohaterki. Zapewne to taka świadoma zagwozdka dla widza czy ono rzeczywiście istnieję. Za kamerą mamy kobietę czyli mężczyznom się tu mocno obrywa. Mamy w obsadzie amerykańskiego rapera Asap Rocky. Nie znam jego muzyki ale w filmie nawet mi się podobał, jego chemia z Byrne była urocza. Ten film bardzo przypomina "Wielkiego Marty'ego" w tym jak ogromną rolę odgrywa główny bohater. Tam Chalamet ciągnął cały film na plecach a tu Byrne. Myślę, że oboje otrzymają Oscara, choć ten pierwszy grał w lepszej produkcji.
Ocena: 7/10



.webp)

Komentarze
Prześlij komentarz