Crime 101

 




  Patrząc na obsadę to sama plejada gwiazd. W rolach głównych Chris Hemsworth, Mark Ruffalo i Halle Berry. Nie bez przyczyny wspominam właśnie to trio. Wokół nich kręcą się najlepsze rzeczy w tym filmie. Każde z nich jest na rozstaju dróg. Davis (Chris Hemsworth) jest złodziejem na zlecenie. Bardzo specyficznym, bo będącym pacyfistą i pochodzącym z biednej rodziny. Zresztą jest to tutaj wywlekane dość głośno. W trakcie jednego skoku prawie powinęła mu się noga i zaczyna się zastanawiać nad sensem swojego życia. Dodatkowo spotyka kobietę, w której się zadłużył. Zjawiskowa Monica Barbaro (uwielbiam jej uwodzicielski uśmiech), nie jest przypadkową idiotką, bo na początku nawet daję mu kosza. Taka scena rodem z randki tinderowej. Spotykacie się po raz pierwszy a ona czuję, że nic z tego nie będzie i oznajmia ci to wprost. On jednak nie odpuszcza.




 Na drugim planie jest postać Sharon (Halle Berry). Kobieta pracuję 11 lat w firmie ubezpieczającej dobytki miliarderów. Ona doprasza się o awans ale ciągle jest spławiana. Taki delikatny wątek o dyskryminacji kobiet. Zdecydowanie niepotrzebny. Jej los splata się z Davisem i otrzymuje od niego niezgodną z prawem propozycję. Natomiast na trzecim biegunie mamy Lou (Mark Ruffalo). Gość jest gliną po przejściach. Idzie w odstawkę za sprawą obsesji na punkcie Davisa. Nikt nie chcę dopuścić do myśli, że może mieć rację. Żona go zdradza i opuszcza. 





Całą tę trójkę łączy poczucie samotności i brak akceptacji oraz zrozumienia u innych ludzi. Film trwa grubo ponad dwie godziny i zapewne dlatego nie trafił na platformę streamingową. Tam musiałby zostać skrócony o co najmniej godzinę. Nie jest to film, którego mocną stroną jest fabuła. Bardziej ten aspekt relacji między postaciami i podobieństw jest tu istotny. Cała sprawa jakichś diamentów czy mamony jest potraktowana po macoszemu. Ten film jest bardzo w stylu lat 90-tych. Ma coś z Finchera czy nawet Nolana. Wyobrażam sobie ludzi, którzy nie wytrzymają tak długiego metrażu. Ja nie będę tego krytykował, bo mi się film nie dłużył. Ci aktorzy dwoili się i troili, więc dobrze się ich oglądało. Nawet Chris Hemsworth, którego często krytykuję za brak talentu aktorskiego, tutaj zagrał autentycznie i bez fałszu. Jak macie ochotę obejrzeć ten film to polecam w kinie a nie w domu.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty