Alex Cross sezon 2 odc. 1-3 (Prime Video)
Pamiętam, że pierwszy sezon podobał mi się umiarkowanie. Drugi nie był czymś czego tygodniami i miesiącami oczekiwałem. Co można powiedzieć o tych pierwszych odcinkach? Mamy w obsadzie ulubieńca Hollywood ostatnich miesięcy czyli Matthew Lillarda. Gościa możecie kojarzyć z ról idiotów w hitowych produkcjach lat 90 tych. Grał choćby w starych "Krzykach".
Przejrzałem sobie jego filmografię i naprawdę jest bogata. W ostatnich latach również występował w wielu głośnych produkcjach. W nowych "Krzykach", dwóch częściach "Pięciu koszmarnych nocy" a nawet w "Życiu Chucka". Nazwałem go ulubieńcem Hollywood, bo stał się ofiarą niepochlebnych słów Quentina Tarantino. W zasadzie zgadzam się ze słowami reżysera, który stwierdził, że nienawidzi go oglądać w filmach czy serialach. On nadaję się tylko do grania totalnych debili. Nawet tutaj w Alexie Grossie wciela się w rolę poważnego milionera albo i miliardera a ja patrząc na niego ciągle widzę tego świra ze starych "Krzyków".
W każdym razie on dostaję groźby od gościa, który dopuścił się kilku zbrodni i ma bardzo nietypowy fetysz dotyczący palców u dłoni. Śledztwo prowadzi Alex wraz z policjantką, którą pamiętamy z jedynki. Z drugiej strony mamy relację głównego bohatera z żoną, która jest nieokreślony i rozwojowa. Ma też przyjaciela, który natrafia przypadkiem na swoją matkę. Nie wiem po co komu ten wątek? Każdy z trzech odcinkach trwa prawie godzinę. Za długo to trwa, można zgubić zaangażowanie w wątek śledztwa, który wydaję się tu kluczowy. Nie jestem zafascynowany tym co zobaczyłem. Brakuję póki co większej odwagi i dociśnięcia śruby. Bardzo to bezpieczne a tym samym trochę nijakie.
Ocena: 6/10




.webp)
Komentarze
Prześlij komentarz