Siedem zegarów Agathy Christie (Netflix)
Kolejna głośna premiera na Netflixie. Agatha Christie to głośne nazwisko i kojarzy się ludziom pozytywnie. Zastanawiałem się tylko jaką drogą podążą scenarzyści. Dostaniemy kliszowe śledztwo z charyzmatycznym śledczym czy może coś bardziej zaskakującego. Początek zwiastuję coś na kształt Enoli Holmes. Tamten projekt jednak miał sporo wad. Choćby za długi metraż.
Widać, że Netflix wyciągnął wnioski, bo ten składa się ledwie z trzech epizodów. Spodobał mi się ten krok, choć jak po drugim odcinku zdałem sobie sprawę, że pozostał jeden to trochę odczuwałem niedosyt, bo zdążyłem się już wgryźć w te historię. Robiło się coraz ciekawiej. Na pewno pomagają aktorzy. Co prawda wcielająca się w główną rolę Mia McKenna-Bruce nie jest jakaś wybitna ale obok siebie ma wielkie nazwiska. Martin Freeman i Helena Bonham Carter. Ta druga gra tu jej matkę. Wygląda i się zachowuję jakby została wyciągnięta z filmu Tima Burtona. Przypomniały mi się "Mroczne cienie" (2012). Widać po tej dwójce, że to aktorzy przez duże "A". Bawią się każdą sceną. Serial rozpoczyna się nie najlepiej, ale z czasem można znaleźć uzasadnienie tych działań.
Odcinek trzeci to konwencja z niczym "Na noże" Riana Johnsona. Mamy detektywa i zbrodnie w pałacu. On robi swoje przesłuchania. Trwa to krótko a po za tym ten detektyw czyli Martin Freeman jest mało ekspresyjny jeżeli chodzi o wyrażanie emocji. Wydaję się wręcz pokraczny. Bardzo mi się podoba, że scenarzyści nie robią z głównej bohaterki jakiegoś Sherlocka w spódnicy. Ona jest młoda, brak jej doświadczenia ale ma podwaliny i ogromny potencjał. Co do końcowego twistu. Bez wątpienia nie było to wzięte z czapy. Ja w połowie czułem, że TA OSOBA, może mieć nieczyste sumienie, także scenarzyści się wybronili. Jak lubicie kryminały to polecam, bo można się na tym dobrze bawić.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz