Pomocy (Send Help)
Sam Raimi ma na swoim koncie wiele udanych produkcji. Wystarczy przypomnieć "Martwe zło" (1981), dwie części "Spider-Mana" czy mocno niedoceniony serial "Ash kontra martwe zło". Teraz powraca z filmem, który początkowo bardzo przypomina komedię romantyczne z lat 90-tych, gdzie dwójka późniejszych zakochanych pochodzi z zupełnie różnych światów ale połączy ich uczucie i wszelkie różnice nie będą miały znaczenia.
Skupiamy się na pracowniczce korpo, która jest autsajderką i w pracy uważaną za dziwaczkę ale zna się na liczbach. Mam wątpliwości czy ludzie aż tak odklejeni jak ona istnieją. Nie oglądałem zwiastuna, więc nie miałem pojęcia, że to będzie takie "Cast Away" tylko w krzywym zwierciadle. W pracy pojawia się nowy szef. Syn zmarłego prezesa. Tamten obiecał Lindzie (Rachel McAdams) stanowisko wiceprezeski. W roli nowego prezesa mamy Dylana O' Briena i on oznajmia naszej bohaterce, że posadę dostanie kto inny. Mam trochę problem z jego rolą, ale o tym później. Ta dwójka i jeszcze dwie mało istotne postacie lecą do Bangkoku. Jakiś wyjazd służbowy. Dochodzi do katastrofy lotniczej i oboje przeżywają. Warto wspomnieć, że dla kobiety nie jest to sytuacja niekomfortowa. Ona w ramach pasji zajmuję się takimi męskimi zajęcia. Choć robi w stylu mocno krindżwoym. Natomiast mężczyzna ma dwie lewe ręce i jakakolwiek asertywność w trudnych sytuacjach jest mu obca.
Wydawało się przez dłuższy czas trwania filmu, że to wszystko zmierza ku wielkiej miłości na wyspie. Z tyłu głowy miałem jednak osobę na stołku reżyserskim. Wiedziałem, że Raimi zaproponuję nam coś szalonego. Byłem lekko zaskoczony. Film w końcowej fazie zmienia konwencję i robi się czymś czemu bliżej do "Asha kontra Martwe zło". Doceniam te kreatywność, choć jakby brać na serio cały film to jest mocno stereotypowy i stygmatyzujący.
Niestety humorystycznie film nie bardzo działa. Rachel McAdams naprawdę wyciska ze swojej roli ile się da. Komediowo ogarnia ale jej partner ewidentnie nie czuł się w niej mocny. Jak dla mnie był sztuczny i za mało zaangażowany emocjonalnie. Wyglądał jakby grał na pół gwizdka. W połowie film staję się nużący. Czekałem na puentę. Ona w jakimś stopniu ratuję. Mam przemyślenie, że miał on potencjał by być lepszy. Z tej odklejonej Lindy dało się zrobić kogoś bardziej intrygującego. Nie będę jednak nikogo zniechęcał, bo są ludzie, którzy odnajdą się w tej konwencji.
Ocena: 7/10






Komentarze
Prześlij komentarz