Coldwater odc. 4 (Canal+Online)
Ten serial nie zwalnia tempa. Odcinek piąty nie skupia się już w pełni na naszym nieporadnym tatuśku i mężusiu. Tym razem podążamy głównie za samcem alfa jakim jest ten łysy szaleniec (Tommy). Choć ta jego żonka sama nie jest szarą myszką, bo mamy nawet taką scenę, gdzie on pod jej wpływem decyduję się przystopować. Mocny to był odcinek. Pokazał jak mroczny i bezwzględny jest ten łysy sąsiad. On i jego żonka objawiają się tu jako mega niebezpieczni ludzie.
Mężczyzna zabija kota swojego rzekomego nowego przyjaciela. Oczywiście John jako, że jest pipą to nie reaguję na odkrycie prawdy o tej zbrodni. Dopiero żona dowiadując się prawdy postanawia się z mężczyzną skonfrontować. On nie gryzie w język i John po raz kolejny musi pokazać, że jest honorowy i stanąć do walki z "przyjacielem". Wcześniej mamy mocną sekwencję, gdzie John rozmawia z ojcem zabitego w lesie chłopaka. Ten mu mówi, ze wie o jego udziale w zbrodni. Ta informacja dociera do łysego psychola i on tego tak nie zostawi.
W tym odcinku poznajemy prawdziwy pogląd Tommy'ego na Boga i kościół chrześcijański. Przesiąknięty on jest sporą goryczą i niechęcią. Na drugim planie mamy odwiedziny "córki" małżeństwa psychopatów. Ona w poprzednim odcinku była taka niechętna im a tutaj nagle staję w ich obronie. Troszkę zmarnowany potencjał z jej postacią. Ponadto okazuję się, że została adoptowana także stąd nie tęsknili tak za nią. Mam wrażenie, że co do ich przeszłości sporo jest jeszcze do odkrycia. Chciałbym jeszcze podkreślić znakomite aktorstwo. Nie tylko mówię tu o Ricku. Bardzo błyszczy wcielająca się w rolę żony Tommy'ego Eve Myles. Nadal serial ogląda się świetnie. Już się nie mogę doczekać kolejnych epizodów.
Ocena: 8/10

.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz