Żegnaj, June (Netflix)
Ten film to prawdziwy fenomen. Jak można mając w obsadzie takie nazwiska jak Winslet, Collette i Mirren tak zawalić robotę. Główną sprawczynią tej kompromitacji stała się Kate Winslet. To jej debiut reżyserski. To jakaś nowa moda? Niedawno za kamerą stanęła po raz pierwszy Scarlett Johansson. Mam sporo zarzutów do jej filmu ale był znacznie lepszy od tego. Co ciekawe za scenariusz odpowiada Joe Anders. To syn Winslet. Wygląda to trochę jak kaprys małolata, który chcę się pobawić w filmowca. Mamuśka ma spore znajomości, więc zachęciła swoje koleżanki z branży i wydawało się to łatwą kasą.
Zastanawiałem się dlaczego ten film trafił na streaming. Po seansie już rozumiem. Troszkę tak jest, że słabsze rzeczy od razu trafiają na jakiegoś Netflixa jak do śmietnika. Film wygląda jak kopia bardzo udanego filmu "Jego trzy córki"(2023). Tamten film jednak był od samego początku konsekwentny i chciał pójść w ambitniejszą stronę. Winslet jakby chciała zrobić coś w stylistyce "To właśnie miłość". Z jednej zabawne ale z drugiej smutne i byśmy na koniec płakali. Mamy tutaj śmiertelnie chorą matkę. W tej roli bardzo niewykorzystana Helen Mirren. Jej dzieci z różnych względów są pokłócone. W zasadzie po filmie nawet nie wiem o co. Winslet gra dobrze ale ma ogromny problem tworząc te sceny. Wyglądają one technicznie dobrze ale nie ma tu budowania postaci. Jako, że zrobiła film dla Netflixa to syn musiał okazać się homo. Why?
Po obejrzeniu całości wiem tyle o postaciach co przed seansem. Toni Collette szarżuję ale wypada karykaturalnie i zupełnie niewiarygodnie. Fatalnie napisane są te postacie. Nie chciałbym skreślać Winslet jako reżyserki ale niech lepiej nie angażuję do swoich projektów nikogo z rodziny. Okrutnie zmarnowany potencjał. Jestem wściekły....
Ocena: 4/10





Komentarze
Prześlij komentarz