Stranger Things sezon 5 odc. 5-7 (Netflix)
Nie jestem fanem serialu od czasu tego nieszczęsnego czwartego sezonu. Te pierwsze cztery odcinki może i miały swoje momenty ale ja już na tym etapie fabularnie i postaciowo byłem totalnie zagubiony. Te trzy nowe odcinki są niezwykle jednowymiarowe i oderwane od rzeczywistości. Podzielili bohaterów na grupki a z czasem ta grupka złożyła się w całość. Chodzili na różne misję, wracali z nich i wymyślali nowe pomysły na przechytrzenie wroga.
Z czego zapamiętam te nowe odcinki? Z kuriozalnej sceny coming outu Willa. Złapałem się za głowę jak tego słuchałem. To jednak serial Netflixa także musieli takimi tonami poprawności politycznej polecieć. Oczywiście wszyscy okazali mu wsparcie. Druga rzecz to scena "oświadczyn". Była to emocjonalna i szczera scena. To były dwa najkonkretniejsze momenty, a reszta mnie totalnie nudziła i byłem zupełnie niezaangażowany. Podziwiam tych ludzi, którzy się emocjonują, szukają jakichś teorii. Zresztą w sieci już ludzie się zastanawiają kto umrze i dlaczego.
Moim zdaniem twórcy powinni uśmiercić wszystkich bohaterów z wyjątkiem Davida Harboura i Winony Rider. Oni są tu najmniej irytujący. Polubiłem po tych czterech początkowych odcinkach postać graną przez May'e Hawke za jej bezkompromisowość i buntowniczy charakter ale w tych trzech nowych odcinkach moja fascynacji zanikła za sprawą wielu nudnawych sekwencji z nią związanych. Do końca serialu został jeden dwu godzinny odcinek. Bardzo dobrze, niech to cholerstwo się już kończy!!!!
Ocena: 5/10






Komentarze
Prześlij komentarz