Pomoc domowa (The Housemaid)
Głośno było ostatnimi czasy o Sydney Sweeney. To dziwna sytuacja, bo ona wypowiada niewiele kontrowersyjnych słów a ludzie non stop po niej jadą a to, że jej jedyny atut to duży biust a to, że nie umie grać i w każdym filmie gra te samą postać. Sam mam z nią wiele problemów i po tym seansie mam pewne spostrzeżenia. Po pierwsze: ona znakomicie odnajduję się w rolach, gdy jest outsiderką i dziewczynką do schrupania z dużymi oczami. Ma niewinne spojrzenie ale wygląda jak torpeda. Po drugie ona nie jest warsztatowo jakaś szczególnie wybitna. Tutaj w zasadzie cały film na jednej minie. W tym przypadku jednak broni się to fabularnie, bo jej postać mimo rysy na życiorysie odgrywa tu rolę ofiary. Mimo tych wszystkich zarzutów to przypominam, że ona zagrała u Tarantino. Jestem przekonany, że on nikogo bez potencjału nie zaangażowałby do projektu. Zapewne niewielu z Was wie ale Sweeney rozpoczęła swoją karierę za sprawą biznesplanu, który sama stworzyła i w tym celu wraz z rodziną przeprowadzili się do Los Angeles. Może wszystko co się wydarzyło w jej karierze zostało zaplanowane lata temu?
Ona jest w filmie główną bohaterką i zatrudnia się w roli pomocy domowej. W roli pani domu świetna Amanda Seyfried a męża Brandon Sklenar. Właśnie między tym trio potoczy się akcja filmu. Kto tu jest zły a kto dobry? Całe te dwie godziny to ciągłe mylenie tropów i wychodzące z szafy trupy. Film ma sporo satyrycznych scen. Zwłaszcza na końcu. Mowa tu np. o scenie z zębem. Intryga jest ciekawa, brak kliszowości również ale mam wrażenie, że metraż trwa trochę za długo. W pewnym momencie mamy scenę, gdy jedna z bohaterek tłumaczy nam swoją motywację. Mam problem z takimi zabiegami. Wolałbym dostać niedopowiedzenie, które nam wytłumaczy a my sami będziemy się głowić i sobie dopowiemy. To by zaoszczędziło sporo czasu.
Jako, że w obsadzie Sydney Sweeney to musimy otrzymać ujęcia na jej biust. Podejrzewam, że ludzie różnie będą odbierać jej kreację tu. Moim zdaniem ona po prostu bardzo dobrze pasowała do tej postaci. Nie grała jakoś fenomenalnie ale nie przeszkadzała. Mamy tu nawet polski akcent w postaci Michelle'a Morrrone. Tego naszego włoskiego pięknisia z "365 dni". On najlepiej wypada, gdy mało mówi. Twórcy chyba to zrozumieli dlatego on tu wypowiada bodaj trzy zdania i robi podejrzane miny. Bawiłem się naprawdę bardzo dobrze i myślę, że ludziom się spodoba.
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz