Pluribus odc. 6-8 (Apple TV+)
Te pierwsze pięć odcinków tak nisko wywiesiły poprzeczkę oczekiwań, że nie spodziewałem się już wiele. Chciałem by chociaż nie było to wszystko aż tak wielkim przerostem formy nad treścią. W odcinku szóstym w końcu pojawia się ktoś więcej niż nasza samotna irytująca pisarka. Ma scenę z jednym z wybrańców. On czerpię przyjemność ze swojego życia i nawet jest taka scena jak pokazany jest jego garaż. Na każdy dzień osobna fura. Większą rolę zaczyna odgrywać tajemniczy Paragwajczyk.
Śledzimy jego losy przez te trzy odcinki i jedyne co on robi to uczy się pojedynczych słówek po angielsku. Zapewne zmierza do naszej cudownej pisarki. Ona natomiast zaczęła pisać i odczuwać samotność. Ulgę przynosi jej powrót naszej krajanki Zosi. Cały odcinek ósmy to ich konwersację i zbliżenie. Dla mnie te ich wymiany zdań są zupełnie nieangażujące. Wszystkie te osoby, które wyrażają zachwyty tym projektem powołują się na osobę, która stworzyła "Better Call Saul" czy "Breaking Bad". Oba te seriale ruszyłem ale jakoś mnie nie poruszyły, stąd zapewne wynika mój brak ekscytacji tym projektem.
Wcielająca się w rolę Carol aktorka gra naprawdę dobrze ale jej postać jest mi totalnie obojętna. Jakby ją ta Zosia zastrzeliła pod domem to nie zapłakałbym. W zasadzie oprócz niej nie ma tu żadnego punktu zaczepienia. Drugi plus to zdjęcia i jak jest to nakręcone. Przypomina się niedawny "Avatar: Ogień i popiół". Nigdy nie zrozumiem fenomenu tego serialu. Za tydzień otrzymamy ostatni odcinek sezonu. Ma on być najdłuższy ale nie wiem co by się tam musiało wydarzyć bym zmienił zdanie...
Ocena: 5/10





Komentarze
Prześlij komentarz