Dziki (Maciej Kawulski)





    Powraca nasz nowy Patryk Vega. Tym filmem udowodnił, że do mistrza coraz mu bliżej. Myślę, że Hollywood już puka do jego drzwi. Maciej Kawulski jako, że jest człowiekiem bogatym jak na polskie warunki postanowił pobawić się w kino. To już jego szósty film i tendencja jest raczej spadkowa. Zaczęło się od przyzwoitego i oglądalnego "Underdoga" (2019). Zazwyczaj, gdy zaczynasz coś nowego to popełniasz błędy i uczysz się na nich. Wyciągasz wnioski i stajesz się lepszy. Tutaj niestety samozachwyt jest zbyt spory, choć moim zdaniem Kawulski nie jest głupim gościem. On z premedytacją stawia na prowokację i głośne zabiegi medialne, zdając sobie sprawę ze swojej scenariuszowo-reżyserskiej ułomności. 




Do filmu zatrudnił bardzo solidną ekipę aktorską. Leszek Lichota, Tomasz Włosok a nawet epizodycznie Borys Szyc. Z premedytacją nie wspominam o takich osobach jak Sebastian Fabijański i Stankiewicz czy Janusz Chabior. To jego ulubieńcy i ewidentnie dobrze się czują w swoim towarzystwie. Problemów ten film ma wiele. Największym jest fabuła i montaż. Po każdym filmie Kawulskiego pierwsza informacja jaka mnie interesuję to kto odpowiada za montaż. Dziś było podobnie i wcale nie było tak łatwo znaleźć tej informacji. Na napisach końcowych nie chciało mi się czekać, bo jeszcze jakaś scena była.  Nie wiem po co ona była????




 Aktorzy się naprawdę starają ale każdy z nich gra w innym filmie. Leszek Lichota dobrze gra ale ma sceny z Fabijańskim, który gra w jakimś pastiszu czy komedii. Robi miny niczym złoczyńca z jakichś Piratów z Karaibów. Dużo można tutaj znaleźć nawiązan. Choćby scena Włosoka i Fabijańskiego w trakcie posiłku, gdzie ewidentnie widać inspirację "Django" i sekwencją, gdy Di Caprio prosi o podanie ręki postać Waltza. Do momentu sceny Fabijańskiego i Chabiora film nawet nie wyglądał tak fatalnie. Trzymał się jeszcze na nogach i miał jakiś sens. Potem niestety wkroczył fatalny montaż scen przez Kawulskiego i jedyne co pozostało to ziewać albo się śmiać. Częściej to pierwsze, bo Fabijański z czasem przestał błaznować i robić głupie miny.




 Mamy tutaj inspirację "Zjawą", Władcy Pierścieni" czy "Tańczący z wilkami". Zdjęcia nie są za dobre. Odpowiada za nie gość z serii "365 dni". Źle zmontowane i nagrane sceny, fatalnie skonstruowana fabuła i koszmarnie irytująco patetyczna ścieżka dźwiękowa. Myślę, że dla Kawulskiego nie ma już ratunku. Musiałby porzucić tych swoich ludzi i poszukać inspiracji wśród młodych filmowców, którzy może nauczą go kręcić filmy. Nie idźcie do kina. Niech Kawulski nie ma za Waszą sprawą mamony na kolejne Ferrari.


Ocena: 2/10

Komentarze

Popularne posty