Cicha noc, śmierci noc (Silent Night, Deadly Night)
Pamiętam, że widziałem jakieś urywki z tego filmu w kinie ale idąc na niego zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać, albo raczej nie liczyłem, że cokolwiek dobrego może mnie spotkać w kinie. Nie wiem ile jest w trailerze ale opowiem po krótce o czym jest ten uroczy film. Skupiamy się na chłopaku, którego rodziców wymordował zabójca na drodze.
Po czym przenosimy się szesnaście lat później i podążamy za tym chłopakiem, który stał się seryjnym mordercą. Takim bardzo specyficznym i mającym ludzkie oblicze. Trafia do pewnego miasteczka. Poznaję w pubie kobietę i podąża za nią. Trafia do sklepu, w którym pracuję i zatrudnia się tam. Więcej zdradzał nie będę, bo film swoją siłę czerpię z kreatywnych i niekonwencjonalnych pomysłów. Znajdziemy tu coś z "Dextera", "Venoma" czy nawet Tarantino. Od pierwszej sceny widać, że film jest niskobudżetowy także musiał czymś się wybić by trafić do kin. Jestem zaskoczony, ze ma on tak słabą promocję. To świetna rozrywkowa. Dialogi są zabawne i nie ma przynudzania. Dochodzi sporo szalonych pomysłów, które uwalniają ten projekt od kliszowych zabiegów.
Okazuję się, że jest rebootem filmu o tym samym tytule z 1984 roku. Z wielką chęcią obejrzałbym go sobie, bo jestem ciekaw czy jeden mocno odklejony pomysł fabularny pochodzi od ludzi z tamtej ekipy czy obecnej. To jest horror komediowy. A nawet więcej jest humoru niż strachu. Czuć w powietrzu te satyrę. Twórcy nie próbują robić z tego jakiegoś głębokiego dzieła. Jeżeli chodzi o fabułę to przebija "Terrifiera", choć nie ma tu takiej brutalności i eskalacji przemocy jak tam. W zasadzie tamten film tylko na tym się opiera. Jeżeli lubicie lekkie i komediowe horrory to jest to dla was pozycja obowiązkowa.
Ocena:7/10





Komentarze
Prześlij komentarz