Anakonda

 




 Z całą pewnością są tacy, którzy nie kojarzą "Anakondy" z 1997 roku. Tam zagrała Jennifer Lopez, Jon Voight czy Ice Cube. Była ogromna anakonda w tropikach i zabijała każdego po kolei. Nie był to jakiś wybitny film. Teraz powraca to uniwersum choć jest to zupełnie inny film niż tamten. 





W dużej mierze chcę być pastiszem i stara się obśmiać tamtą konwencję. Skupiamy się na czwórce przyjaciół po przejściach, którzy planują zrobić reboot "Anakondy". Paul Rudd grający tu niespełnionego i trzecioplanowego aktora mówi, że zdobył od Sony prawa do realizacji "Anakondy". Jadą do Brazylii ( a tak naprawdę do Australii) i mając scenariusz realizują swój projekt. Spotykają tam pewną tajemniczą kobietę. Ona pojawia się w pierwszej scenie filmu i przez ponad połowę nie wiemy kim w zasadzie jest. Twórcy jednak nie przywiązują większej wagi do tego wątku.





 Film w swoim założeniu przede wszystkim ma bawić. Z humorem bywa różnie. Kilka żartów jest lekko żenujących ale nie za wiele. Większość jest ze smakiem i można się na tym seansie dobrze bawić. Co do aktorów to mocno szarżuję Jack Black. Paul Rudd w zasadzie gra podobną postać jak zazwyczaj. Drugi plan jakoś się nie wybija szczególnie. Moim zdaniem to taki godny polecenia popcorniak. Przyjemna rozrywka kinowa. Przeplata kreatywne pomysły z tymi ocierającymi się o kicz. Co do wodnego potwora. On pojawia się w końcowej fazie filmu ale jakby go nie było to film nic by nie stracił. 





Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty