Zbrodnie po sąsiedzku sezon 5 odc. 9-10 (Finał sezonu)
Skończył się kolejny sezon i naszła mnie taka myśl: za co lubię ten serial? Jedyne co mi przychodzi do głowy to pojedyncze epizody aktorskie. Mam tu na myśli znakomite występy Paula Rudda, Meryl Streep czy Christopha Waltza. Oczywiście duet Martin Short i Steve Martin również jest świetny. Celowo nie wspominam o Selenie Gomez, bo dostajemy kolejne sezony a ona nie pokazuję niczego wybitnego. Jakoś się broni na ekranie, bo ma komediowo znakomitych partnerów. Piąty sezon to kolejna zagadka kryminalna w apartamencie, gdzie cała trójka zamieszkuję. Co odróżnia ten sezon od poprzednich? No pojawia się temat wyprowadzki jednego z trójki bohaterów. To ogromna zmiana i możliwy upadek naszego tandemu, ale ten wątek nie jest rozwijany jako koniec świata.
Tym razem ofiarą zbrodni był portier i zawiła intryga, która doprowadziła do tego mordu ale czy naprawdę to było aż tak ekscytujące? W jednym z pierwszym sezonów pojawił się wątek nowej miłości postaci Steve'a Martina, która okazała się zabójcą. To było niezwykle intrygujące, bo ta morderczyni wnosiła sporo świeżości do serialu. Chciałbym by ona jeszcze jakkolwiek powróciła. Postać Seleny Gomez na pewno staję się coraz lepszą detektywką. Jej przenikliwość wchodzi na wyższy poziom i doskonale się w tym sherlockowaniu odnajduję. Odkleja się powoli od tej łatki aspołeczności. Dowodem na to jest załagodzenie konfliktu jaki miała z taką starą znajomą. Mają w jednym z odcinków taką scenę szczerości. Natomiast nasz największy odklejeniec artysta czyli Oliver (Martin Short) epatuję radością po skonsumowaniu relacji z postacią Meryl Streep. Ona się pojawia tu w kilku odcinkach i rzecz jasna jest znakomita w każdej sekwencji.
Patrząc na chemię jaką widzimy na ekranie między trójką głównych bohaterów można odnieść wrażenie, że na planie zdjęciowymi przy kręceniu musi panować wesoła atmosfera. Oni chyba autentycznie się lubią, nawet ta zmanierowana Selena Gomez jest do polubienia. Choć bez wątpienia na tle swoich partnerów widać różnice aktorskiego warsztatu. Odcinek finałowy nie ma jakichś wielkich zaskoczeń. W zasadzie od samego początku było wiadomo jak musi się skończyć. Jedyna rzecz godna zapamiętania ale nie zaskakująca to cliffhanger na koniec. W końcu trzeba było jakoś zapowiedzieć szósty sezon. Czy go potrzebuję? Pewnie nie, ale ci scenarzyści zasłużyli na kredyt zaufania.
Ocena: 7/10
.jpg)
.jpg)



Komentarze
Prześlij komentarz