Uciekinier (The Running Man)
Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że ten film to adaptacja powieści Stephena Kinga. To książka z 1982 roku a pięć lat później powstał film z Arnoldem Schwarzenegerem. Istnieję duże prawdopodobieństwo, że widziałem go jak leciał kiedyś na TVN-ie albo Polsacie. Teraz głównym bohaterem jest twarz dzisiejszego Hollywood czyli Glen Powell. Gość, który ma zadatki na bycie drugim Tomem Cruisem. Niedawno oglądałem go w serialu Disney+ "Chad Powers". Błyszczał tam na każdym kroku.
Tutaj natomiast gra postać jakże nie pasującą do swojego wizerunku. Gościa, który ledwo wiąże koniec z końcem i jest jakimś furiatem. Nie ma wytłumaczenie skąd u niego taka prymitywna agresja słowna i fizyczna. Ma żonę i chorą córkę. Potrzebuję pieniędzy dlatego stara się zdobyć hajs na teleturniejach. Trafia ostatecznie do "Uciekiniera". Pozostaję trójka uczestników i oni wychodząc na wolność muszą przez 30 dni nie dać się zabić. Ten film przede wszystkim jest o manipulacjach jakich dopuszczającą się mocne ośrodki medialne. Jak bardzo przekształcają rzeczywistość na swoją korzyść tak by była oglądalność i te popularne kliknięcia. Jestem przekonany, że właśnie takie było założenie samego Kinga jak i twórców dzisiejszego filmu. Swoją drogą pisarz przewidział w jaką stronę świat będzie zmierzał. Mam trochę problem z rolą Glena Powella. Moim zdaniem on nie pasował do niej. Nie widziałem postaci tylko jego. Zbyt piękny jest do niej. Arnold znacznie bardziej się nadawał. Oczywiście Powell się stara wycisnąć z tej postaci najwięcej jak się da ale jakoś nie byłem w stanie uwierzyć mu jak wygłaszał te wszystkie pełne frustracji kwestie.
Film trwa ponad dwie godziny i nie był męczarnią ale jakoś trudno było mi się zaangażować emocjonalnie. Mamy tutaj na drugim planie samego Josha Brollina. On świetnie pasuję do swojej postaci i moim zdaniem jest znakomity, choć też niewykorzystany. Mam mieszane uczucia co do całego tego tworu ale doceniam Glena Powella, że stara się wybierać nieoczywiste rolę. Czekam aż zagra u jakiegoś wielkiego reżysera i gdy nie będzie najważniejszą postacią na planie filmowym. Bardzo mu kibicuję. Nie chciałbym by był męską odmianą Sydney Sweeney
Ocena: 6/10




Komentarze
Prześlij komentarz