To: Witajcie w Derry odc. 5 (HBO MAX)
Bez wątpienia ten odcinek był najbardziej horrorowy ze wszystkich dotychczasowych i w pewnym sensie pojawił się klaun Pennywise. Choć to pojawienie się to już kolejna obietnica, którą oferuję nam ten serial. Zaczynam się przekonywać do wątku dzieci. Co więcej jest on moim ulubionym i wolałbym byśmy za nimi podążali a nie nudnymi czarnoskórymi żołnierzami i ich rodzinami.
Ten odcinek w końcu miał coś z filmowej serii "To". Były jump scary i typowe horrorowe zabiegi. Np. głupi uśmieszek po zgonie. To było tak bardzo kliszowe. Nadal nie przekonują mnie potwory CGI. Pasowałyby bardziej do parodii niż poważnej konwencji. Bardzo faluję ten serial. Za każdym razem, gdy jestem gotów dać kredyt zaufania to scenarzyści mordują moją ciekawość za sprawą nudnych bohaterów. Ten odcinek zaczął się obiecująco od zaskakującego powrotu. Twórcy zamiast pójść za ciosem powracają do czarnoskórego ględzenia i płakania nad swoim losem. Wątek dzieciaków a la "Stranger Things" powinien był ciągnięty dłużej. Przyznam, że sceny w jaskini były mroczne i działały. Nie podobała mi się co prawda ta z klaunem ale doceniam, że w końcu ta postać się pojawia.
Zastanawiam się tylko do czego cała ta historia zmierza? Czego mamy się dowiedzieć nowego po tych ośmiu odcinkach. Co nam ma zapaść w pamięć? Ja z dotychczasowych odcinków pamiętam jedynie scenę przed lustrem z tymi wystającymi gałkami ocznymi. Ona była tak cudowne absurdalna, że trudno o niej zapomnieć. Z całą pewnością, gdyby nie te pierwsze nudnawe epizody to uznałbym ten projekt za zaskakująco oglądalny i na poziomie dwóch filmów. Jak przebijecie się przez pierwsze dwa odcinki to możecie czerpać radość z tego seansu. Ja ciągle jestem gdzieś pośrodku....
Ocena: 7/10





Komentarze
Prześlij komentarz