Stranger Things sezon 5 odc. 1-4 (Netflix)

 





   Fani serii musieli się długo naczekać na finałowy sezon. Oczywiście oglądałem poprzednie cztery ale oglądam tak wiele filmów i seriali, że musiałbym mieć niesamowicie pokaźną głowę by zapamiętać każdą postać i każdy wątek. Po tych czterech odcinkach mam kilka refleksji. Każdy z nich jest niezwykle dynamiczny. Montaż jaki tu otrzymujemy sprzyja takiemu budowaniu napięcia. Taki, którego ja nienawidzę czyli tik tokowy. Zapewne było to też spowodowane poprzednim sezonem, który był przynudzający. Można było się zmęczyć. Pamiętam, że wtedy nienawidziłem tamtych postaci. Tym razem nie było nikogo kogo bym chciał się pozbyć.




 Za to są postacie co do, których moja sympatia się narodziła. Przede wszystkim Robin. W tej roli Maya Hawke. Dziewczyna (postać) jak na moje oko biseksualna. Choć fani zapewne mnie tu poprawią i zarzucą kłamstwo ale to moja obserwacja. Abstrahując od jej upodobań seksualnych to ma cięty język i jest dosadnie szczera w każdej sekundzie. Przede wszystkim szacunek należy się aktorce. Ja nie widzę Mayi Hawke tylko postać. Myślę, że dużą siłą tego serialu od zawsze byli bohaterowie. Jedni kochają Nastkę, drudzy Dustina a inni właśnie Robin czy Nancy.




 Zauważyłem, że najwyżej na filmwebie został oceniony odcinek czwarty. Z mojej perspektywy był on najbardziej męczący, bo tej akcji i walk było za dużo. Uważam, że obejrzenie tego sezonu powinno być dostępne na ekranach kin. Oglądałoby się to rewelacyjnie. Nie będę za bardzo wchodził w fabułę, bo totalnie jej nie ogarniam. Moje pozytywne odczucia są za sprawą tempa i tego jak zgrabnie ta historia się toczy. Co prawda dostajemy tu kilka drugoplanowych wątków ale nie są one przesadnie przeciągane.





 Teraz na HBO MAX jest "To: Witajcie w Derry" i  można dostrzec podobieństwa. Jakby twórcy tego drugiego tytułu chcieli skopiować wątek dzieci i walki z różnymi ich demonami. Tylko, że "Stranger Things" potrafi budować postacie, głównie za sprawą świetnie i błyskotliwie napisach dialogów a tam trudno do kogokolwiek poczuć jakąkolwiek emocje. Wiadomym jest, że cały ten świat to bajka. Nie ma co się łudzić, ze na koniec wszystkie postacie obudzą się w szpitalu psychiatrycznym i okaże się to jakąś ich nierealną wizją. Logika dopuściłaby taki scenariusz ale czy to pasowałoby do produkcji na platformę streamingową? 




Bawiłem się na tych czterech odcinkach dobrze, doceniam wyciagnięcie pewnych wniosków ale nie da się ukryć, że potrzeba ogromnej dozy tolerancji by przymknąć oko na szereg głupot jakie tu otrzymujemy. Mamy za to sceny perełki. Jedna odbywa się za sprawą nowej postaci, która ma cudowną scenę walki. Warto pochwalić jeszcze humor. Tutaj między tymi poważnymi wydarzeniami dostajemy chwilowe śmieszkowanie. W zasadzie większość tych momentów działa. Poczekamy miesiąc na kolejne odcinki. Dostaniemy je w okresie świątecznym także już wiadomo co będzie nam towarzyszyło do barszczu i rybki. Czyżby Kevin i "Szklana pułapka" zostały w końcu zdetronizowane?


Ocena: 8/10

Komentarze

Popularne posty