Sisu: Droga do zemsty
Pamiętam pierwszą część. To był taki skandynawski odpowiednik Johna Wicka i Rambo. Stosunkowo wiekowy wojskowy odstrzelił niemal całą ruską armię. Teraz oni urządzają sobie na niego polowanie. Przewodzi pościgowi dowódca armii czerwonej Yeagor Dragunov. W tej roli dobrze znany wszystkim Stephan Lang. To gość, którego na pewno z widzenia kojarzycie. On zazwyczaj gra czarne charaktery i największych twardzieli. To był bardzo dobry casting.
Główny bohater czyli Sisu w trakcie całego filmu nie wypowiada chyba ani jednego słowa. Trochę niczym John Rambo. Idąc do kina nie wiedziałem czego oczekiwać. Byłem ciekaw czy pójdą w jeszcze większą masakrę niczym Damien Leone w "Terrifier" czy postarają się coś zbudować i namieszać. Poszli w kierunku "Szybkich i wściekłych 9". Poziom absurdu jest tu niewyobrażalny. Nie jestem fanem pierwszej połowy filmu. Składa się z najdłuższej sceny pościgu jaką chyba w życiu widziałem a poza tym widzimy jak znosi samotność główny bohater. On jest kimś więcej niż John Wick. Nie da się go zabić. Próbowali tortur, rakiet, czołgów i każdej możliwej artylerii. On zawsze wyjdzie żywy. Mam przekonanie, że twórcy robią sobie z tego trochę jaja. Mowa o tej konwencji rodem z filmów akcji lat 90-tych.
Tym razem jak wspominałem powyżej Sisu ma godnego rywala w postaci Stephana Langa. On jest równie przerażający jak główny bohater. Mają rachunki do wyrównania, bo Dragunov wymordował jego rodzinę. Zemsta będzie miała krwisty smak. Film dzieli się na rozdziały. Dodatkowo ma taką jedną scenę, która przypomniała mi "Django" Quentina Tarantino. Nie ma jakichś szczególnie kreatywnych mordów, no chyba, ze za taki uznany zabicie gościa rakietą. Jako kino rozrywkowe sprawdza się dobrze ale jako coś więcej już niekoniecznie. Bardzo podoba mi się ostatnia scena. Ma ona jak na te franczyzę zaskakująco ambitny podtekst.
Ocena: 6/10


.jpg)


Komentarze
Prześlij komentarz