Rocznica (Anniversary)
Jana Komasa to nie jest anonimowa postać w polskim kinie. Zasłynął "Bożym ciałem" czy "Miastem 44". Po raz pierwszy usłyszano o nim za sprawą całkiem udanej "Sali samobójców". Jeżeli zrobiłeś trzykrotnie solidną artystyczną robotę to wiadomo, że nie zejdziesz poniżej pewnego poziomu. Teraz dostał szansę zrobienia filmu w Stanach i z tamtymi aktorami. Patryk Vega swego czasu straszył nas swoją działalnością w Hollywood. Twórca "Putina" dużo o tym gadał a Komasa w ogóle i temu drugiemu to się udało.
Najbardziej znanym nazwiskiem jest tu osoba Diane Lane. Reszta to aktorzy bardziej serialowi albo powiązani z jakimiś młodzieżowymi produkcjami. Tacy, którzy pasowaliby do jakichś "Pamiętników wampirów" albo "Beverly Hills 90-210". Początek filmu nie zapowiadał zbyt wielu wrażeń. Otrzymujemy ckliwe sceny z imprezy rocznicowej ludzi z wyższych sfer. Ellen i Paul są małżeństwem od ponad 20 lat i mają dorosłe dzieci, które są na zupełnie innych etapach życia. Ulubieńcem matki jest jedyny syn czyli Josh (Dylan O'Brien). On jest niespełnionym pisarzem. Do domu rodzinnego sprowadza swoją nową partnerkę Liz ( Phoebe Dynevor). Ellen prawie od początku rozpoznaję ją. Miały razem styczność na uniwersytecie, gdzie wykładała kobieta. Tam się mocno poróżniły politycznie. Okazuję się, że Liz ma zamiar wprowadzić w Stanach rewolucję. Mam wrażenie, że Komasa jednak traktuję ten wątek pobocznie. Bardziej mu chodzi o pokazanie toksyczności tej rodziny i wpływu jaki będzie miał na nią konflikt Ellen z Liz.
Film zaczyna zmierzać w stronę, którą bym się nie spodziewał. Tak naprawdę obraz Ellen jaki nam przedstawiają twórcy nie jest zbyt pozytywny. To taka wymagająca matka, która nie znosi sprzeciwu i nie dopuszcza argumentów drugiej strony. Liz jest niezwykle chytra, bo jak masz do czynienia z takim typem osobowości jak Liz to musisz być spokojny i opanowany. Taki spokój i pewność siebie mocno podcina skrzydła osobom, które są tak agresywnymi rozmówcami. W zasadzie film ma tylko jedno miejsce akcji. Mianowicie ten dom rodzinny i kolejne rocznicowe spotkania. Na każdym z nich dochodzi do politycznego konfliktu i niemal zawsze kończy się kłótnią i trzaskaniem drzwiami. Bardzo trudne jest tam dostrzec miłość. Ciężko jest stwierdzić jednoznacznie kto tu jest dobry a kto zły. Jak dla mnie Paul jest postacią pozytywną. On nigdy nie eskaluję konfliktów, stara się zjednać rodzinę ale niestety zbyt trudne charaktery siedzą przy stole.
Wiem jakie głosy będą się przewijały w recenzjach i komentarzach. Ludzie będą nawiązywali do zmian w Stanach za sprawą Donalda Trumpa i będą się doszukiwać jakiegoś drugiego dna. Dla mnie jest to film przede wszystkim o rodzicielstwie i tym jak trudny to jest kawałek chleba. Jestem zachwycony tym co zobaczyłem. Dawno nie "bawiłem" się w kinie tak dobrze.
Ocena: 9/10






Komentarze
Prześlij komentarz