Predator: Strefa zagrożenia
W czwartek dowiedziałem się o istnieniu tego filmu. Rzuciło mi się w oczy duże aktorskie nazwisko. Mowa o Elle Fanning. Lubię ją za komediową rolę w serialu HBO MAX "Wielka". Pogubiłem się już z tym z jakiego uniwersum jest ten film. Potraktuję go jako odrębny byt. Historia nie jest może jakaś szczególnie zawiła ale naprawdę mi się podobało. Już otwierająca scena walki w kosmosie była czymś wręcz ekscytującym. Skupiamy się na młodym Predatorze, który został wygnany przez ojca wskutek jego dyktatorskich zapędów. Gość ma radykalne zasady. Litość jest słabością i tego typu teksty wkładał do głowy potomków. Miałem obawę, że twórcy pójdą w taką narrację, że rządy silną ręką czyli prawicowe to coś toksyczne i najlepsze jest bezstresowe wychowanie. Ostatecznie ten nasz wyklęty wyrusza w misję zabicia potwora, którego obawia się nawet jego ojciec. To taka młodzieńcza i samobójcza misja. Najlepsze jest to, że od samego początku Dek daję nam powody do lubienia, bo chłopak jest ambitny ale zawsze pozostawał w cieniu ze względu na swoje gabaryty. W trakcie podróży poznaję Thie (Elle Fanning). Ona zgubiła swoje nogi i widzimy jej górną część ciała, ale spokojnie to nie jest żadna próba taniej propagandy za sprawą niepełnosprawnych. Bardzo lubię te rolę. Ma tutaj sporo do zagrania komediowo, a jak wiadomo ona potrafi. Sympatyczna i do polubienia postać. Z czasem się okazuję, że wykorzystuję młodzieńczą naiwność Deka, ale ostatecznie ten duet działa. Do tego tandemu dołącza mieszanka małpy i Golluma, ale nie jest tak śliski jak ten drugi. To postać jednoznacznie pozytywna i odegra znaczącą rolę. Wiadomo, że mógłbym się czepiać o detale ale nie chcę, bo się bardzo dobrze bawiłem. Jak zapewne wiecie nie jestem fanem gatunki sci fi i jakiś głupot w kosmosie tak więc z moich ust te komplementy znaczą więcej. Myślę, że jak szukacie dobrej rozrywki w kinie to jest to właściwy adres.
Ocena: 7/10


Komentarze
Prześlij komentarz