Eternity. Wybieram ciebie

 





    Zazwyczaj nie oglądam zwiastunów ale ten film wyskakiwał mi w kinie co chwilę. Nie był on szczególnie zachęcający. Wyglądał na kliszową komedię romantyczną. Mamy jakiś konflikt męski a nagrodą jest serce kobiety. Tutaj jednak wszystko jest bardziej zagmatwane. Film rozpoczyna scena jazdy samochodem dwójki starszych ludzi. Wkrótce mężczyzna ginie i budzi się w pociągu. Tam się okazuję, że jest młodszą wersją siebie. Trafia do czegoś na kształt czyśćca. Taka mieszanka stacji pociągowej z noclegiem. Trafiają tam zmarli i mogą dokonać wyboru dokąd chcą pójść dalej. Tam nasz bohater spotyka pierwszego (zmarłego) męża swojej jeszcze żyjącej żony. Dowiaduję się o jego tożsamości w momencie, gdy jego małżonka w końcu sama się tam pojawia. Dodatkowo Larry (Miles Teller) ma własną opiekunkę do spraw pozagrobowych. Ta relacja jest moją ulubioną z całego filmu. Ten duet kradnie show w każdej scenie. Każda ich rozmowa jest krwista, cholernie szczerza i świetnie zagrana. 





W roli pierwszego męża otrzymujemy Calluma Turnera. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Gość gra świetnie takiego bad boya, który pociąga każdą kobietę. Pozostaję jeszcze Joan. W tej roli Elizabeth Olsen. Tutaj mam zarzuty. W scenach komediowych wypada karykaturalnie. Widać, że nie czuję się pewnie w takiej konwencji, gdy natomiast dochodzi do scen bardziej dramatycznych to od razu lepiej wypada. Uważam, że ten wybór castingowy był zły. Dużym plusem filmu jest fabuła. Zazwyczaj w komediach romantycznych wiemy już po dziesięciu minutach co się zaraz wydarzy, tutaj pozostajemy w niewiedzy. Kobieta staję przed dylematem. Wybrać przyszłość z mężem, z którym żyła ponad 60 lat czy wybrać miłość, której nie mogła skonsumować za sprawą tragicznej nagłej śmierci. To coś głębszego, bo w końcu pierwsza miłość jest tą, która uchodzi za tą najbardziej pamiętną i której pamięć chcemy pielęgnować. Uważam, że w tym wątku się wybronili. 





Nie wiem jak było z komediowymi zamiarami ale wyszło średnio. Bliżej mi było wzruszeń niż uśmiechu z żartów. Najlepszy humor otrzymywaliśmy z Larry'm i jego czarnoskórą charyzmatyczną opiekunką. Osobiście życzyłbym sobie tego duetu więcej na ekranie. Moim zdaniem jest to idealny film na walentynki. Szkoda, że trafił do kin o trzy miesiące za szybko. Znając kina w Polsce to znowu otrzymamy jakiś projekt o toksycznej i nowoczesnej miłości. Zero sentymentu.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty