Dom dobry (Wojciech Smarzowski)

 





   Zanim film pojawił się na ekranach już było o nim głośno. Nie da się ukryć, że nazywanie Smarzowskiego Patrykiem Vegą dla elit jest trafne. Pamiętamy kontrowersyjny "Kler" czy "Drogówkę". Te filmy były mocno Vegowskie, choć nie da się ukryć, że Smarzowski jest lepszym reżyserem. Będę jednak go cenił za sprawą starego "Wesela". Teraz powraca z filmem o przemocy domowej. Wiele opinii ludzi, którzy widzieli film na festiwalu w Gdyni głosiło, że ten projekt to jedno wielkie porno przemocowe. Idąc na seans w dużej mierzę tego się spodziewałem. Okazało się to przesadzone. Owszem są tu brutalne sceny przemocy domowej stosowanej przez postać Tomasza Schuchardta ale nie powiedziałby by ta dosadność była przesadnie niepokojąca. Zresztą ten film ma montaż bardzo Vegowy. Mocno tik tokowy. Nie ma tu jakichś długich sekwencji. A akt trzeci to w zasadzie zobrazowanie różnych niepokojących wizji głównej bohaterki. Zakładania różnych scenariuszy jak wyjść z tego piekła. 





W roli głównej dostajemy Agatę Turkot, która spisuję się świetnie. W zasadzie tutaj do nikogo aktorsko nie można mieć zarzutów. Schuchardt natomiast jest stworzony do graniu sk....ów. On tu jest oczywistym czarnych charakterem, bo przecież nikt nie będzie stawał po stronie kata. Główna bohaterka na początku filmu mieszka z matką, która rzecz jasna jest zaściankową i stereotypową katoliczką. Smarzowski nie byłby sobą, gdyby nie przywalił kościołowi. Zresztą nawet jest tu taka scena jak Schuchardt wraz księdzem (Arkadiusz Jakubik) odwiedzają Gośkę i ten drugi rzuca tekstem o sile małżeństwa przekonując ją do powrotu. Także oczami Smarzowski to kościół przykłada rękę do przemocy domowej. 




W roli matki mamy Agatę Kuleszę. Po tym jak zaczyna się spotykać ze swoim przyszłym mężem to matka robi jej awanturę i daję do zrozumienia by się wyprowadziła. Mamy też wątek siostry. Ona ma faceta ale ewidentnie tam się nie układa. Zresztą ona potem wpada w alkoholizm. Mamy tez koleżankę lesbijkę. Mieszka w Berlinie z czarnoskórą partnerką. Ta koleżanka pojawiła się chyba tylko po ty by w trudnej sytuacji jej pomóc, ale po co była lesbijką?





 Smarzowski nienawidzi kościoła, więc musiał pójść mocno we wszystko czego kościół w Polsce rzekomo nie akceptuję. Czytam komentarze, że ludzie czują się zniesmaczeni ilością przemocy w tym metrażu. Ja powiem coś kontrowersyjnego: moim zdaniem za mało było pokazane. Oczywiście współczułem głównej bohaterce ale jakoś nie na tyle by się w kinie rozpłakać. Nie chce też być źle zrozumiany ale ona sama sobie nie pomagała swoim postępowaniem. Miała w portfelu zdjęcie dawnego partnera, który zginął w wypadku motocyklowym. Wyszło to w trakcie jednej z kłótni. Nie twierdzę, że trzeba katować kobietę za coś takiego ale to na pewno nie było mądre z jej strony. Oczywiście Smarzowski pokazał świat, gdzie wszyscy stoją po stronę agresora a nie ofiary. To są zawsze delikatne tematy, bo przecież zdarzały się historię o niesłusznych oskarżeniach. Reżyser nie chciał byś posądzany o nadmierną antymęską propagandę, więc pokazał przykład fałszywego oskarżenia. Czy to było potrzebne? Tutaj mam ambiwalentne odczucia mocno. Na moim seansie było dużo ludzi także obstawiam, że wynik otwarcia będzie bardzo dobry. Czy obejrzenie tego filmu coś mi dało? W zasadzie już niewiele z niego pamiętam.







Ocena: 6/10

Komentarze

Popularne posty