The Walking Dead: Daryl Dixon sezon 3 odc. 7 (Finał sezonu)

 




  Nie jestem zachwycony tym finałem. Tak naprawdę do ostatniej sceny wszystko odbywało się w sposób, który można było przewidzieć. Ten odcinek to głównie pogadanki, kilka zbrodni na zombiakach, Daryl ratujący wszystkich i na koniec zastanawiający się nad dalszym swoim losem. Główny bohater wraz z miejscową bojowniczką idą ratować wszystkich, którzy na to zasługują, natomiast ukochany Carol wpada w nie lada kłopoty stawiając się burmistrzowi. Kobieta nie zostawi ukochanego na pastwę okrutnego losu. 




Na koniec dochodzi do starcia burmistrza z Darylem, gdzie ten pierwszy wygarnia mu zasłużenie, że przyjeżdżając zniszczył mu życie. W zasadzie chłop miał rację. Przygarnął go a ten zabrał mu wszystko. Co nie zmienia faktu, że to zły człowiek. Nie bardzo jest co pisać więcej o tym finale. Co do całego sezonu. Było kilka świetnych odcinków. Najlepiej serial wypadał, gdy skupiał się na scenach pościgu czy walki. Ta rozpierducha na mieście była cudowna. Bardzo intensywna bitka, że to podziałało emocjonalnie. 





Wątek miłosny niby potrzebny ale stosunkowo przewidywalny. Co do samego Daryla. On też przechodzi pewne rozterki. Mając obok siebie Carol staję się bardziej ludzki a nie jest zwykłą bezduszną maszyną do zabijania. Już w drugim sezonie można było dostrzec w nim ludzkie odruchy za sprawą tego dzieciaka i zmarłej francuski, w której najprawdopodobniej się zadłużył. Co zapamiętam najbardziej z tego sezonu? Oczywiście sceny na pustyni rodem z "Mad Maxa". Wyglądały one świetnie. Raczej nie zapamiętam tych drugoplanowych postaci. Nie będę już też się czepiał tych lesbijskich wątków. Były one tu na trzecim planie także nie przeszkadzały mi. Tak jak już wspominałem znakomicie serial wygląda, scenografia rewelacyjna. Widać, ze budżet był całkiem poważny. Aktorsko również bym się do nikogo nie czepiał. Bardzo solidna robota.


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty