The Smashing Machine





  Sporo się mówiło się przed premierą tego filmu, że Dwayne Johnson zasługuję na co najmniej nominację Oscarową za tę rolę. Rzeczywiście była to jego najlepsza w karierze. Tutaj chyba wszyscy będą zgodni. Moim zdaniem w samym filmie zgasiła go Emily Blunt. Nie jestem jej wielkim fanem, bo mam wrażenie, że jest zbyt jednowymiarowa i w każdym filmie wypada poprawnie. Brakuję jej czegoś do wybitności, bo nigdy nie zagrała kogoś szczególnie wyrazistego. Tutaj gra żonę wojownika mieszanych sztuk walki. Dekolt na wierzchu, ubiór jakże daleki od świętości. Nie wyglądała też na kogoś ze szczególnie bogatej rodziny. 






Na początku tak świetnie wcieliła się w swoją postać, że jakbym nie wiedział przed seansem kto jest w obsadzie to bym nie obstawiał, że Emily Blunt. Wolę takie jej rolę niż coś a la "Oppenheimer" czy "Ciche miejsce". Przechodząc do samego filmu, to twórcy próbowali oklepaną historyjkę przedstawić w oryginalny i niekonwencjonalny sposób. Bardzo skrótowy. Nie katowali nas obrazkami a jedynie drobnymi sugestiami. Zwłaszcza tyczy się to problemów z nadużywaniem leków przez głównego bohatera. Oczywiście potem jak już granica zostaję przekroczona to dowiadujemy się o wielkim problemie za sprawą kłótni z żoną. W zasadzie każda wspólna scena postaci The Rocka i Emily Blunt kończy się kłótnią. Zawsze inicjowała ją kobieta. Początkowo miałem wrażenie, że racja była po jej stronie ale na koniec już można było mieć wątpliwości. Zwłaszcza, że przecież całe ich życie oparło się o karierę mężczyzny. 





Na koniec dochodzi nawet do jednej wstrząsającej sceny. Mam z nią problem, bo ona jakby została zamieciona pod dywan. Nie było większego rozwinięcia. Generalnie wątek żony pozostał na uboczu a ona w pewnym momencie została oskarżona przez twórców o negatywny wpływ na karierę męża. Te kłótnie zawsze były ostre ale on nigdy jej nie uderzył a naprawdę ona go prowokowała by to zrobił. On generalnie objawia się w tym filmie jako miły i serdeczny gość. W oktagonie jest bestią a poza łagodny jak baranek. 





Ten film otworzył ogrom ciekawych wątków. Poczynając od radzenia sobie z karierą partnera w rodzinie, czy konsekwencjami katorżniczego treningu i intensywnej kariery czy problemów z uzależnieniami. Dużo było furtek a twórcy jakby żadnego do końca nie rozwinęli. Moim zdaniem ta historia byłaby ciekawsza, gdyby była z perspektywy żony. Mało jest filmów pokazujących życie pełne sukcesów z perspektywy osoby towarzyszącej temu. Problemem Marka Kerra (Dwayne'a Johnsona) był problem z pogodzeniem się z porażka. Do momentu potknięcia non stop wygrywał a jak przegrał z Usykiem to jego pewność siebie i samoocena spadły niemal do zera. Kolejny ciekawy wątek. Można by z wątków w tym filmie zrobić z dziesięć innych. Dochodzi jeszcze wątek kolegi z branży, z którym jednocześnie rywalizował ale też się przyjaźnił. Myślę, że ludziom  film się spodoba a czy The Rock zasługuję na Oscara? Ja bym nie szarżował....


Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty