Po polowaniu (After the Hunt)
Bardzo dziwny jest to twór. Przez pierwszą godzinę miałem wrażenie, że ktoś zatrudnił Luce Guadagnino na ostatnią chwilę i on starał się uratować ile się da z tego czegoś. Co prawda obsadę mamy mocarną ale scenarzyści chcą sięgnąć do poziomu pisarstwa godnego Woody Allena. Mamy nauczycieli akademickich, którzy rozmawiają ze sobą w sposób tak intelektualnie bogaty jakby chcieli każdego niegodnego siebie rozmówce zdyskredytować. Początkowa faza filmu składała się z takich rozmów. Jakby one jeszcze były zainscenizowane w sposób bardziej przystępny, ale ciężko się wgryźć w ten seans.
W roli głównej dawno nie widziana Julia Roberts, a towarzyszy jej akademicki playboy w osobie Andrew Garfielda. Oboje grają świetnie, choć mam wrażenie, że Roberts dopiero w drugiej połowie filmu pokazuję swój potencjał aktorski, na początku sprawiała wrażenie jakby grała na pół gwizdka. Film w teorii kręci się wokół rzekomego gwałtu na czarnoskórej lesbijce. Sprawcą miała być postać Andrew Garfielda. Nie ma tu jednak kliszowej konwencji, że jesteśmy świadkami walki dobra ze złem.
W zasadzie tutaj dobro jest subiektywne. Z jednej strony twórcy dają nam argumenty by podważać stanowisko studentki, ale z drugiej profesorek swoim stylem życie nie sprzyja sobie, ponadto ludzie zawsze wierzą skrzywdzonej kobiecie a nie oprawcy. Pojawiają się tak więc dwa problemy w jednym. Z jednej strony traktowanie kobiet przedmiotowo jako obiekty seksualne a z drugiej mściwe samice, które w ramach zemsty są w stanie zarzucić facetowi wszystko, mając świadomość, ze zyskają sobie atencję za sprawą oskarżenia kogoś. Twórcy moim zdaniem bardziej skupiają się na tej drugiej opcji. Nasza pani profesor ma nieokreślone relacje z oboma stronami. Z czasem poznajemy powody, dlaczego kobieta jest rozdarta mimo, że w zasadzie zna prawdę.
Mam wrażenie, że Guadagnino wybrał bardzo bezpieczne podejście. Moralnie racjonalne ale może powinien jednoznacznie dać widzowi do zrozumienia jak postrzega dzisiejszy świat. Tutaj nie ma żadnych odpowiedzi. Dostajemy to co znamy z codzienności. Sporo mamy filozoficznych wynurzeń. Bardzo czuć tu ducha Woody Allena. Różnica jest jednak podstawowa. W filmach Allena było to wszystko ukazywane w krzywym zwierciadle i mocno prześmiewczo a tutaj wszystko jest na serio. Ja jestem mocno rozdarty po tym seansie. Dostrzegam pozytywy. Aktorzy spisują się świetnie, mamy poruszonych wiele ciekawych wątków, ale czy to wszystko trzyma się kupy? Mam wątpliwości....
Ocena: 6/10





Komentarze
Prześlij komentarz