Peacemaker sezon 2 odc. 8 (HBO MAX) Finał sezonu
Puściłem sobie rano kolejny odcinek i ku mojemu zdziwieniu jego czas to prawie godzina. Do tej pory odcinki trwały ledwie pół godziny. Po seansie dowiedziałem się, że to był ostatni odcinek. Patrząc na cliffhanger na koniec można było przypuszczać. Podobał mi się odcinek szósty, siódmy mnie aż tak nie porwał ale to nie zmieniło mojej krytycznej oceny tego sezonu. Możecie w sieci przeczytać, że John Cena zagrał jakoś mega rewelacyjnie w odcinku 7. Dla mnie nic specjalnego. On sprawdza się w konwencji komediowej i ja oczekuję go w niej a nie próbującego na siłę być aktorem dramatycznym. On nie ma buźki do takich ról. Podobnie sytuacja ma się z Dwightem Johnson. Czytałem, że w filmie, który zaraz się pojawi w kinach przeszedł samego siebie pod względem aktorskim i może nawet zasługuję na Oscara. Nie widziałem filmu ale wątpię by on się nadawał do poważniejszych filmów.
Odcinek ósmy rozpoczyna się od romantycznej sceny w burgerowni. Przypomniało mi się niedawne romansidło z udziałem Colina Farrella i Margot Robbie. Podobna stylistyka choć aktorzy znacznie lepsi niż w serialu. Dla mnie te sceny były sztuczne i mało pociągająco. Osobiście nie czułem emocji i nie kibicowałem by oni w końcu zostali parą. To były ujęcia z przeszłości. Cholera wie z jakiego wymiaru. Pogubiłem się już w tym. W czasie rzeczywistym główny bohater siedzi w więzieniu i uwaga: jest w depresji. No kto by się spodziewał? Zostaję ostatecznie wyciągnięty z niego choć nie ma na to ochoty. Jego przyjaciele znajdują kolejnego sprzymierzeńca. Mianowicie tą brunetkę co jest chyba jakimś robotem czy cholera wie czym. Pytanie tylko czy czasem nie jest szpiegiem naszego złoczyńcy. On również ma diabelny plan wraz z Lexem Luthorem. Ten drugi tym razem się nie pojawia.
Potem Peacemaker odbywa kliszową rozmowę z przyjaciółmi, którzy uświadamiają go dlaczego go cenię i potrzebują. Takie pierdy do tego nijako zagrane. Na początku wiązałem nadzieję z postacią Emilii. Niestety im dalej w las tym ona staję się postacią totalnie nijaką i mam dość jej smutnych min. Ten sezon był za mało komediowo. Chciał być przekonująco przejmujący ale to nie wypaliło, bo James Gunn nie umie budować relacji miłosnych a kobiet to już w ogóle. Uważam, że ten odcinek był znakomitym podsumowaniem tego nijakiego sezonu. Ani przez moment nie poczułem się emocjonalnie zaangażowany. Jedynie orzełek zasługuję na pochwały.
Ocena: 6/10

.webp)



Komentarze
Prześlij komentarz