Ostatni wiking

 




  Widząc plakat do filmu miałem wrażenie, że idę na jakąś grubą satyrę, gdzie Mads Mikkelsen będzie błaznował. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej złożona. Mamy historię dwóch braci. Jeden poszedł w gangsterkę a drugi ma zaburzenia psychiczne i ma jakiś problem. My na początku nie wiemy czym on jest spowodowany. Ten gangster zanim trafia do więzienia powierza bratu walizkę z pieniędzmi i każe schować głęboko w lesie. 




Powraca po 15 latach i brat ma jeszcze większą traumę a do tego nie chcę mu powiedzieć, gdzie jest walizka. Do tego dwukrotnie próbuję popełnić samobójstwo. Pokazane jest to w konwencji satyrycznej. Trochę jak to miało miejsce w przypadku niedawnego "Larpa...."Brat gangster poznaję w szpitalu psychiatrę. Spotyka go potem w barze i on przedstawia mu szalony pomysł by postać Madsa odzyskała równowagę. On jednak odrzuca to i jadą do domu zmarłej matki. Tam jest małżeństwo. Od początku trudno jest im się dogadać ale z czasem tworzą niezwykle uroczy tandem. Ten film to taki trochę dom wariatów. 





Pierwsze pół filmu było satyryczne ale na koniec otrzymujemy kino dramatyczne przez duże "D". Mads Mikkelsen miewał już rolę, które wymagały od niego większego zaangażowania, ale nie przypominam sobie by grał osobę chorą psychiczną. Tutaj jednak on wcale nie błaznuję. Nie od dziś wiadomo, że jest prawdziwym kameleonem. Osobiście uwielbiam go w skandynawskich produkcjach. Znacznie bardziej mi tam pasuję niż w jakiejś amerykańskiej papce. Nie jest to idealny film. Moim zdaniem zostało zawalone zakończenie. Była mocna puenta a twórcy musieli zrobić monolog narratora, który jakby miał tępemu widzowi wyjaśnić jakie było przesłanie filmu. Wielka szkoda. Bez tego film nazwałbym wręcz wybitnym, choć i tak jest świetny.






Ocena: 7/10

Komentarze

Popularne posty